poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 10

 Paczadełkami Jess

- Jess , wszystko dobrze ? - zapytał Jack ponownie . To wszystko mnie przerastało . Ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego ojciec nic nam nie powiedział ! Pamiętam dokładnie jak wyglądał w czasie wypadku . To wszystko było bardzo realistyczne , więc jak mogło się okazać inaczej ? Ciekawe czy mama wie ? 
- Jess co ty zobaczyłaś ? - zapytał mnie Connor .
- J-ja widziałam swojego ojca - odpowiedziałam . Wszyscy byli zaskoczeni ! Całe życie skupiłam się na biologii* , więc odezwała się we mnie natura naukowca. - Ten Mutant nie jest "normalny" . Jego DNA jest bardzo podobne do mojego . Nie zgadza się też układ krwionośny . Nie pasuje ani do człowieka ani do zwierzęcia . Myślę , że mój ojciec tworząc go zapomniał o paru rzeczach . Mutant ma zbudowaną szczękę roślinożercy .
- Zaraz , zaraz twój tata go stworzył ? - zapytał mnie Arthur . Pokiwałam głową .
- Okłamał mnie pan - oznajmiłam , kierując głowę w stronę doktora . - Nie napadł na jubilera.
- Skąd to wiesz ?
- Nie pana interes - powiedziałam . - W jego przeszłości widziałam dużo rzeczy , ale nie zauważyłam miejsca , w którym powstają , ciekawe prawda ?
- Czyli , że one same nie wiedzą gdzie powstają ? - zapytał Jack . 
- Jeżeli w ogóle powstają - zauważył ... koleś , którego nie znam .
- Ooo Ethan jesteś już . Pozwól , że przedstawię ci Jessicę  . Jessico - zwrócił się do mnie. - To jest Ethan Weir , nasz najlepszy uczeń . 
- Czyli oprócz oszukiwania ludzi uczycie tu jeszcze czegoś innego , wow brawo dla was .
Ethan wydawał się być miły . Chodził uśmiechnięty i ciągle się wygłupiał . 
-Ethan , pokarz Jessice jej pokój - powiedział Arthur do pana wesołka.
- Co?! Jaki pokój ?! Ja wracam na górę do domu - zaprotestowałam.
- Nie możesz . Za dużo wiesz . One - wskazał na pułapkę. - mogą cię tam dopaść .
- Jesteś bezpieczna tutaj - dopowiedział Connor .
- No przecież wiem , gdzie jest bezpiecznie ! - wybuchnęłam . - Przypominasz mi o tym na każdym kroku ! Nie jestem dzieckiem ! Mam 16 lat i mogę sama decydować .
- Tu będę mógł  cię chronić !
- Patrz na moje usta - powiedziałam do niego. - JA CHCĘ DO DOMU !
- A co jak ci się coś stanie ? - zapytał.
- Connor w takim razie ja nigdzie nie jestem bezpieczna . Ja nawet nie mogę przebywać sama w domu - powiedziałam pokazując swoje zranione ręce . - Ja nad tym nie panuje , zrozum . Nie chce ci zrobić krzywdy . 
- Co ci się stało w ręce ?
- Kiedy ciebie nie było byłam zdenerwowana i rzuciłam kubkiem o podłogę . Nagle cała szafka zaczęła się trząść , a potem szklanki wyleciały z niej jak z pracy tłukąc się o wszystko co napotkają . Nie wiem co się ze mną dzieje i jak zaprzestać . Już dużo dla mnie zrobiliście , a ja potrafię poradzić sobie sama !
- To co chcesz pokój pomarańczowy czy zielony ? - zapytał Connor . 
- Jesteś egoistą wiesz ?
- Nie to ty nią jesteś - miał rację . Jestem i to straszną . Nie potrafiłam poradzić sobie z problemem , więc postanowiłam uciec od nich .
- Masz rację . Chcę przynajmniej poczekać do jutra . Dzisiaj jest ten bal w szkole , a ja bardzo chciałam iść . 
- No dobra , ale jutro symulujemy porwanie . Musisz pożegnać się z bliskimi . 
Nie , nie mogę . Za dużo wspomnień , żeby zapomnieć . Nie mogłam zadzwonić do Lil , bo co bym jej powiedziała ? Hej Lil , wiesz porywają mnie na niby , Mutanty rujnują mi życie , ale co tam u ciebie? Nie spojrze jej w oczy . 
- To o której macie ten bal ? - zapytał doktorek . 
- Zaczyna się o 20 - odpowiedziałam. - Tylko jest jeden problem . Nie mam partnera .
- Ja mogę z tobą pójść - zaoferował się Ethan . Coraz bardziej go lubię ! Poszłam w stronę "mojego" pokoju i doznałam szoku . Wyglądał tak . Był po prostu niesamowity . Weszłam do łazienki i zaczęłam się przygotowywać . Po skończonej pracy miałam na sobie tą sukienkę , a włosy ułożyłam tak . Po chwili przyszedł Ethan . 
- Ślicznie wyglądasz - powiedział.
- Dziękuję , ty też .
- Brakje mi w twoim stroju jednej rzeczy - oznajmił.
- Naprawde ? Jakiej ?
- Proszę to taki prezent . Wiem , że to dla ciebie trudne , ale teraz to będzie twoje życie . 
Przytuliłam go . Chyba się tego nie spodziewał , ale odwzajemnił gest . Chwilę potem miałam już swój naszyjnik na szyji . Wyszliśmy z pokoju  udaliśmy się do szkoły . Kiedy tam dotarliśmy było już dużo osób . Schodząc ze schodów , czułam spojrzenia wszystkich zebranych na sali . No tak to nie ta sama Jess . Cicha i ogarnięta . To już do mnie nie pasuje . Spojrzenia przykółwalam nie tylko ja , ale też mój towarzysz . Nie ma na świecie drugiego takiego Ethan'a . Silnego , wysportowanego i piekielnie przystojnego . Słyszałam szepty innych dziewczyn Co to za koleś ? , albo Jaka ładna sukienka! Nie lubiłam kiedy ludzie się na mnie patrzą , ale to było przyjemne . Zajeliśmy stolik , żebt chwilę później Ethan poszedł o coś do picia . Nagle zobaczyłam , że drzwi wejściowe się otwierają i wchodzi przez nie Connor . Lecz nie jest sam . Jest z nim ta wywłoa Stef . Ma na sobie sukienkę , która ledwo przykrywa jej tyłek . Co za ... nawet nie mam słowa . Po 5 min. Ethan wrócił z napojami . Napiliśmy się i ruszyliśmy na parkiet . Leciały same szybkie piosenki , kiedy nagle muzyka z szybiej przeszła na wolną . Położyłam ręce na karku Ethan'a , a on złapał mnie w talii . Nie powiem było miło . Jest świetnym tancerzem . Przez następnych 15 min. siedziałam i rozglądałam się po sali . Kiedy spojrzałam w lewo zobaczyłam Stef całującą się z Connor'em ?! Nie oni się nie całowali . Oni się gwałcili ustami . Przynajmniej tak to wyglądało . Wyszłam na dwór . Nogi zaprowadziły mnie pod szkolną altankę . Była oświetlona . Wyglądała cudnie ! Nie byłam zła , a mimo to łzy pociekły mi po twarzy . Connor był dla mnie ważny , jednak nie myślałam o nim jak o kandydacie na mojego chłopaka . Jednak jak zobaczyłam go razem ze Stef to coś we mnie pękło . Lubiłam kiedy mnie przytulał , nawet jak mnie pouczał . Czy można poczuć coś do osoby z porzeciwnymi poglądami do twoich ? Nie mam pojęcia . Wiem jedno Connor nie jest i obojętny . 
Stałam w środku , kiedy usłyszałam glos .
- Jess ? - to był Jack . Co on tutaj robił? 
- Hej , co jest ? - zapytałam.
- Gdzieś blisko jest Mutant - oznajmił. - Wysłali mnie żebym cię znalazł .
- No to na co czekamy ? Chodźmy !
Kierowaiśmy się w stronę lasu . Nie rozumiem skąd oni wiedzą , że Mutanty są w okolicy? Po chwili byliśmy na miejscu . 
- I jak wygląda sytuacja ? - zapytałam zebranych .
- Nic na razie czekamy na jakiś ruch - odpowiedział mi Ethan .
Podeszłam do Connor'a . 
- I ja pocałunek ? Wiesz co ? Radzę ci wygrzać wargi - powiedziałam i odeszłam . Stanęłam w oddali. Wpatrywała się w gwiazdy , kiedy poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce . Odwróciłam głowę . Był to Ethan . Wtuliłam się w niego . Teraz razem oglądaliśmy te "małe" cuda . 
- O czym myślisz? - zapytałam bruneta.
- O tym , że musi być ci ciężko . Nie wiem jakbm sobie poradził .
- Byłabym przy tobie . Nie dałabym ci się załamać - odpowiedziałam.
- To ja nie dam załamać sę tobie - oznajmił uśmiechając się do mnie . Wyglądał tak cudne , że zapragnęłam go pocałować . Wiem , że to głupie , bo przcież niedawno płakałam nad Connor'em , a teraz chcę całować innego , ale tak już jest i tego nie zmienię . Ethan schylił się . Nasze usta dzieliły mimimetry , kiedy Jack zawołał .
- Jest ! Chowa się za tym dużym dębem .
Spojrzałam w tamtą stronę . Rzeczywiście za drzewem było coś , ale nie miałam pewności czy to to był Mutant . To są zawodowcy pomyślałam oni znają się lepiej . Lecz kiedy potwór odwrócił ku mnie głowę zobaczyłam dziecko . Małe Mutanciątko . Na nasze lata wyglądał na pięć - sześć lat . Nie mogłam dać go zabić . Zaczęłam biec w stronę drzew . Nie obyło się bez krzyków żebym wracała i się nie wygłupiała . Kiedy dotarłam na miejsce dziecko stało i patrzało na mnie . W buzi trzymał paluszek . Wyglądał tak słodko . Ukucnęlam i zapytałam go .
- Jak masz na imię ? 
Jacob  - odpowiedział głos w mojej głowie . 
- Miło mi cię poznać . Jestem Jessica , ale możesz na mnie mówić Jess .
Boję się !
- Słoneczko nie bój się . Póki ja tu jestem nic ci nie zrobią . 
Powiedziałam i podałam rękę malcowi . Nie wyglądał na Mutanta . Było to normalne dziecko . Choć może w połowie zmutantowane , bo nie umie mówić . Wyszliśy z ukrycia . Łowcy czekali z bronią w rękach .
- Jess daj spokój - powiedział Connor. - To zwykły Mutant , nie człowiek .
Jess boję się . Oni mają broń . Taka sama zabła mi mamusię . Spojrzałam na niego . W oczach miał łzy . To nie był zwykły Mutant .
- Opuśćcie broń , on się was boi - warknęłam. Przykucnęłam odwrócona do niego . Maluch przytulił się do mnie , a ja wzięłam go na ręce . 
- Jess utrudniasz nam pracę - krzyknął Connor . Niecierpliwił się .
- Ja chcesz to go zabij , ale wiedz , że ja będę następna . Ty zabijesz go ja zabiję siebie .- powiedziałam. Wydawał się zaskczony. - No co ? Strzelaj ! Pozbył byś się problemu . Stoję ci na drodze , prawda ? Chciałeś mieć normalne życie Łowcy , a tu BUM i niespodzianka . Strzelaj śmiało przecież nie jestem ci potrzebna . 
Nie wiem czemu to robiłam . Może dlatego , że to dziecko tak bardzo przyomina mnie ? 
Jess , ja widziałem takie miejsce , gdzie dziadek przprwadzał ludzi , a oni tak śmesznie w tym miejscu wierzgali nogami .
- Czekaj , co ? 
Ono jest tam pod lasem . Chodź to cię zaprowadzę .
- Jutro tam pójdziemy .
- Jess co jest ? - zapytał Jack.
- On wie gdzie to jest .
- Ale co gdzie jest ?
- Miejsce gdzie tata przyprowadza osoby , żeby przerobić je na Mutanty .
- Zaprowadzi nas ?
- Nie dzisiaj jest zmęczony - oznajmiłam . Szłam wąską ścieżką prowadzącą do samchodu . Nie podoba im się to , że Jackob jest z nami czuję to . Ale puki żyję nikt nie tknie tego dziecka , obiecuję.
_________________
Joł joł myszki moje kochane ! Widzicie rozdział 10 ! Napisałam go dzisiaj , ale nie jesten zadowolona . Takie flaczki z olejem jak poprzedni rozdział . No nic piszcie w komentarzach czy się wam podoba . Strzałeczka <3 
Ps. Tak wygląda Ethan . A tak wygląda Jackob . 

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 9

Paczadełkami Jess

Obudziłam się o 6:40 . Po tym wszystkim co się działo wczoraj nie mam siły iść na lekcje . Nie żeby mnie wyzywali , już dość wycierpiałam . Wstałam z łóżka i poczłapałam do łazienki , żeby wziąć prysznic . Po wyjściu z pomieszczenia miałam na sobie tylko (!) ręcznik . Chłopaków nie ma , więc można zaszaleć ! Zeszłam na dół i udałam się do kuchni . Nalewałam sobie soku , kiedy usłyszałam głos.
- Wiesz widziałem cię już w piżamie , ale w tym wyglądasz bardziej seksownie .
Odwróciłam się i zobaczyłam Connor'a .
- A ty nie miałeś być gdzieś indziej ? - zapytałam .
- Miałem , ale pójdę później - odpowiedział C . 
- Nie musisz mnie pilnować - oznajmiłam. - Jestem duża .
- Ale nie aż taka duża , żeby walczyć z Mutantami jak się pojawią . 
- Jasne , nie jestem tak dobra jak ty , zapomniałam .
- To nie chodzi o to - powiedział. - Nie jesteś bezpieczna , nie wiemy co oni od ciebie chcą .
- Kawy ? - zapytałam . Dobrze wiedziałam , że jestem w niebezpieczeństwie . Connor trafił w mój czuły punkt .
- Tak , poproszę - uśmiechnął się do mnie . Lil nie dzwoni , nie zbliżam się do mamy , a wszystkie Mutanty polują na mnie . Chce się ktoś zamienić ?
- W szkole nie będzie ani mnie ani Jack'a . Poradzisz sobie ?
- Oczywiście ! - nie , nie poradzę sobie  . I to nie jest sarkazm .
- Jess - spojrzałam na niego . - Wymazaliśmy im pamięć . Nikt nie pamięta nic oprócz tego , że wygraliśmy . Nic ci nie będzie .
- Dziękuję - powiedziałam i przytuliłam się do niego . Pachniał lasem .
- Jest ciepło . Możesz ubrać krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach . 
- No okey ekspercie .
Wchodząc po schodach , słyszałam jeszcze śmiech Connor'a . Podeszłam do szafy i wybrałam to , a włosy rozpuściłam . 
- Załóż jeszcze to - powiedział Connor , podając mi pomarańczowego full capa .
- Ale po co mi to ? - zapytałam .
- Będzie pasował do zestawu - oznajmił , wychodząc .
Zabrałam plecak i udałam się do wyjścia . Rzuciłam krótkie "cześć" i skierowałam się w stronę szkoły . Lekcje były strasznie nudne . Nie chciało mi się tam siedzieć . To dziwne , bo przecież jestem dobrą uczennicą . Po 15 min. skończyły się moje męki i mogłam wrócić do domu . Jak przez słowo "dom" mogę rozumieć mieszkanie Connor'a . Kiedy byłam blisko mojego celu , drogę zajechało mi czarne auto . Po chwili drzwi samochodu się otworzyły i wysiadł z niego młody chłopak . Miał na oko 18 -19 lat . 
- To ty jesteś Jessica Olson ? - zapytał , a ja kiwnęłam głową . - Wsiadaj do auta .
- Przepraszam , ale ja ciebie nie znam - oznajmiłam.
- Jestem kolegą Connor'a , a teraz wsiadaj do auta - powoli się niecierpliwił , więc uznałam , że lepiej wsiąść do tego samochodu . Zrobiłam o co prosił i ruszyliśmy z piskiem opon . Jechaliśmy z 15 min. aż dotarliśmy do starej obory . Nie no zaczyna się robić ciekawiej ! Wyszliśmy z auta i podeszliśmy bliżej . Zauważyłam , że  pan kierowca wpisuje jakiś kod do drzwi . Po chwili przed nami stanął duży , misiowaty ochroniarz. Nieznajomy pokazał mi ręką , że mam iść razem z nim do środka . Pomieszczenie było małe i śmierdziało krowami . Idąc dalej , zdałam sobie sprawę , że to nie jest zwykła obora . Po chwili dotarliśmy do metalowych drzwi . Kiedy pan kierowca je otworzył , zobaczyłam ... takie jakby centrum dowodzenia . Były tam różne maszyny . Słychać było też odgłosy walki , a potem śmiech aż w końcu otwieranych drzwi . Kiedy zobaczyłam tam Connor'a byłam tak samo zdziwiona jak on . 
- Yyyy.... Jess co ty tu robisz ? - zapytał .
- Connor czemu nie powiedziałeś ,  że masz taką ładną koleżankę ?
- Tak naprawdę nie wiem co ja tu robię . Ten duży nie chce mi powiedzieć - oznajmiłam .
- Stary kazał ją przyprowadzić  - odpowiedział kierowca czarnego samochodu . 
-No to chodźmy  . 
Nie wiem czemu , ale nie chciałam tu być  . Wszędzie otaczały mnie osoby których nie znam. Po chwili byliśmy w jakimś dużym laboratorium . Było tam wszystko : mikroskopy , komputery czy słoiki z jakimiś płynami . Wszystko to było naprawdę super , ale jak zobaczyłam małego Mutanta w jakiejś szklanej pułapce chciałam się cofnąć i stamtąd uciec. Nagle w mojej głowie rozbrzmiały słowa JESS RATUJ MNIE !!! Nie wiedziałam o co chodzi , ale głosy nie cichły . JESS RATUJ MNIE ! ONI PRZEROBIĄ MNIE NA PROCH !!! 
- Ty musisz być Jessica , tak ? - zapytał mnie facet w białym fartuchu . Pokiwałam głową. - Ja  jestem Arthur , miło mi cię poznać !
- Co chcecie zrobić z tamtym Mutantem ? - zapytałam , wskazując głową pułapkę . 
- Przeprowadzimy badania , a potem poddamy go wysuszeniu - czyli jednak proch . 
- A zrobił coś konkretnego ? Zabił człowieka czy coś podobnego ?
- Yyyy .... tak oczywiście , napadł na jubilera - odpowiedział Arthur . Coś nie chce mi się wierzyć ! Nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł . Skoro za pomocą dotyku mogę zobaczyć przeszłość to czemu nie spróbować ? Zrobiłam obrót i podeszłam do pułapki . 
- Jessico , odejdź stamtąd - wrzasnął doktorek , ale go nie słuchałam . Przyłożyłam rękę do szyby i ostatnim co zobaczyłam byil podbiegający do mnie ludzie . 

Widziałam tam tylko urywki wspomnień , ale w żadnym z nich nie było widać napadu na jubilera . Zobaczyłam tam polanę i mojego ojca ?! Przecież on nie żyje ! Jak to możliwe ?

- Jess wszystko w porządku ? - zapytał mnie Jack . 
Stałam jak zahipnotyzowana  . Nie mogłam w to uwierzyć ! 
-  Skąd znasz mojego tatę ?- zapytałam Mutanta .

To on mnie stworzył .
________________
Siemaneczko myszki ! I jak podoba się ? Mi jakoś nie ! Takie flaki z olejem . Piszcie w komentarzach czy się wam podoba :) Dobranoc :*
Ps. Następny będzie dłuższy , obiecuję !

wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 8

Paczadełkami Jess

Jednak nie trwało to długo , ponieważ Stef jak zwykle musiała zabrać głos , ale jeszcze wtedy nie przypuszczałam co się stanie .
- Oczywiście cieszymy się z tego , że to nasza szkoła wygrała , prawda ? Co więcej jesteśmy dumni z tej dwójki . Connor podziwiam cię za to , że wytrzymałeś  z tą wieśniaczką . Tak kochani mowa tutaj o Jessice Olson . Tak naprawdę nie jest tym za kogo się podaje . To dziewczyna z Domu Dziecka , którą przygarnęli Olsonowie . Jej rodzice to chlejące pijusy z Wrocławia . Różne źródła donoszą , że jej rodzice zapili się na śmierć , a jej obecny ojciec zginął w wypadku samochodowym ...
- Jak śmiesz ?! - zapytałam wkurzona. - Nic ci do mojej przeszłości . Zajmij się swoim życiem, a nie odkopujesz jakieś stare brudy !
- Poczekaj kochanie - powiedziała z chamskim uśmieszkiem. - To dopiero początek . We Wrocławiu poznała kilku kolegów . Zaczęła pić , palić i brać narkotyki . Moi rodzice mówią ,że jej zmarły ojciec sam spowodował wypadek , bo nie mógł znieść co ona wyprawia ze swoim życiem . Widocznie za bardzo ją kochał .
- Przestań ! - krzyknęłam . Byłam roztrzęsiona , nikt nie będzie mówić o mnie takich rzeczy, na pewno nie przy ludziach ze szkoły. - Nie wiesz nic o mnie i mojej rodzinie , więc się zamknij ! Moi biologiczni rodzice rzeczywiście oddali mnie do adopcji , ale nie przez to , że pili . Nie mieli pieniędzy , żeby mnie wychować . To prawda , ale nie rób ze mnie jakiegoś menela . Nigdy nie piłam , nie paliłam ani nie ćpałam . Byłabym nienormalna , żeby coś takiego zrobić - mówiłam , a nienawiść wypływała mi uszami . Jak ja jej nienawidzę ! - Co miesiąc do nich dzwonię , bo pani z Domu Dziecka dała mi do mich numer telefonu . Wiem , że mnie nienawidzisz , bo Connor lubi mnie bardziej od ciebie !
Powiedziałam to sama nie wiem po co , ale po wyrazie jej twarzy nie była zadowolona , że to powiedziałam .
- Myślisz , że jesteś lepsza , może i tak , ale mnie to nie obchodzi . Możesz sobie poniżać mnie przy innych uczniach , możesz przy nauczycielach , ale nigdy nie mów o tym , że mój tata nie żyje , jasne ? - powiedziałam powoli zbliżając się do niej . Mówiłam coraz spokojniej . 
- Od czasu wypadku byłam chyba u 10 psychiatrów , ponieważ ciągle obwiniałam siebie za ten wypadek . A wiesz dlaczego ? Bo on jechał po mnie ! Nie przeżyłaś tego co ja ,nie masz pojęcia jak to jest stracić jedną z ważnych dla ciebie osób . Twoi rodzice od wieków rywalizują z moimi , pomyślałaś może , że oni to wszystko zmyślili ? Nie , bo ty lubisz upokarzać ludzi , ale kiedyś odegra się to na tobie , zobaczysz . - mówiłam ze łzami w oczach , ponieważ każde wspomnienie o tacie wywołuje u mnie falę bólu . - A teraz wracaj do tej swojej popieprzonej rodzinki i daj mi spokój chociaż na jeden dzień , bo jesteście siebie warci . Jacy rodzice taka córka . A wiesz , że twoją mamę ostatnio widziałam na drodze do Holmes Chapel ? Stała na drodze i przyjmowała klientów - powiedziałam , kiedy odchodziłam  . Widać , że wszyscy byli wstrząśnięci tą informacją . Nie mogłam tam dłużej zostać . Udałam się w stronę wyjścia , ale wtedy usłyszałam straszny głos . 
-  Hän on valtaa. Napata se! 
Kiedy się obejrzałam zobaczyłam około 20 Mutantów , a jeden z nich celował we mnie palcem . To nie było miłe , nie celuje się w ludzi palcem . O czym ja myślę , oni chcę mi coś zrobić , a ja zwracam uwagę na takie głupoty ! 
- Jess , uciekaj ! - usłyszałam krzyk Connor'a . Dwa razy nie trzeba powtarzać , pomyślałam i ruszyłam biegiem w stronę wyjścia . Niestety nie udało mi się tego zrobić , ponieważ jeden z potworów zagrodził mi drogę . Nie wiele myśląc zrobiłam obrót i pobiegłam w stronę korytarza . Ukryłam się w jakimś pokoju . Dopiero po chwili zorientowałam się , że nie jestem sama . 

Paczadełkami Lil

Ahhh..... jak na wsi może być przyjemnie . Zero stresu , szkoły sam luz . Tego mi było trzeba . Chociaż to nie do końca są wakacje . Strzegę pewnej tajemnicy o której wie tylko moja rodzina .

Paczadełkami Jess

 W pokoju panowała ciemność , ale i tak wiedziałam , że ktoś jest ze mną . Bałam się niemiłosiernie . Nagle zapaliły się światła , a ja zobaczyłam Connor'a . Dziwne przecież on był na dole . Zbliżył się do mnie , ale było z nim coś nie tak . Nie miał czarnych oczu tylko czerwono-czarne . Kiedy zaczęłam się cofać złapał mnie za rękę .
- Co jest ?
-Ty nie jesteś Connor'em - odpowiedziałam .
Bestia zacisnęła mocniej swoją rękę na moim nadgarstku . Nie czekając dłużej uderzyłam ją w krocze . Podziałało Mutant mnie puścił , a ja pobiegłam w stronę wyjścia ewakuacyjnego . Po drodze zobaczyłam Connor'a . Mojego Connor'a . Kiedy tylko mnie zobaczył zatrzymał mnie i przytulił . Byłam roztrzęsiona . To jest nienormalne ! 
- Chodź idziemy do samochodu - oznajmił mój przyjaciel . Pokiwałam tylko głową . Nie miałam nawet siły na składanie sensownych zdań . Jechaliśmy tak z 20 min. , aż dojechaliśmy pod mój dom . Jednak ani ja , ani Connor nie chcieliśmy wysiadać . Po prostu siedzieliśmy i się nie odzywaliśmy .
- Czy to co mówiła Stef to prawda ? 
- To o moich rodzicach ? Niestety tak , ale nie chcę o tym mówić 
- Pewnie nie chcesz to nie mów - powiedział.
- Powiem ci , ale nie teraz . Jedziemy do ciebie ?
- Tak , ale jesteśmy tu , bo chciałem żebyś zabrała parę swoich rzeczy .
- Ok , nie ma sprawy . Jestem za 10 min. - oznajmiłam wychodząc .
W domu panował  mrok i śmierdziało alkoholem . Kiedy weszłam do salonu zobaczyłam mamę leżącą na podłodze w kałuży alkoholu . Co jest ? Mama nigdy nie piła !
- O jesteś ! Ładnie to tak uciekać z zajęć ?
- Yyyyy.... ja miałam ci powiedzieć ....
- Od kilku dni nie stawiasz się w pracy ! Co to ma być ?! Myślisz , że ja dam ci na ubrania ?- zapytała . 
- No nie , ale ...
- Nie udzieliłam ci głosu - powiedziała uderzając mnie w policzek . Nie mogłam uwierzyć .  ONA MNIE UDERZYŁA !!!  MOJA WŁASNA MATKA !! Nie wytrzymałam poszłam na górę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy . Schodząc po schodach nie zwracałam uwagi na mamę , która , że tak powiem darła mordę , że  jeszcze ze mną nie skończyła . Nie słuchałam jej . Zamknęłam drzwi i udałam się do samochodu . Kiedy jechaliśmy w głowie miałam tylko jedno . Żeby następny dzień był lepszy od tego .
______________
Nie mam siły nic wam tu pisać , więc  dobranoc :)

500 wyświetleń !!!

Czy wy widzicie to co my ? 500 wyświetleń !!! Jesteście boskie , szczególnie ty Tedzia jesteś wielka !!! Dziękujemy wam za to , że czytacie te nasze głupoty ! Jeszcze raz jesteście kochane <3

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 7

Paczadełkami Jess

Obudziłam się 6:00 . Wstałam i udałam się do szafy . Przeglądałam ją z 3 min.  i ostatecznie wybrałam to . Udałam się do łazienki , żeby się przebrać . Kiedy wyszłam poczułam zapach jajecznicy . Zeszłam na dół i zobaczyłam moją mamę w kuchni !? Co jest ? Nie ma pracy ?

- Dzień Dobry córuś - powiedziała rodzicielka.
- Dzień Dobry - odpowiedziałam ze zdziwieniem . Nigdy nie robiła mi śniadania . Może wreszcie będzie normalnie . 
- Pomyślałam sobie - ciągnęła dalej. - że jeśli jedziesz na wycieczkę to zrobię ci śniadanie . Szef powiedziała , że mogę być dzisiaj 15 min. później . Więc skorzystałam z okazji i zrobiłam jajecznicę . Smacznego ! 


Posiłek był naprawdę dobry , ale mama dalej pracuje jak .... no .... mrówka jakaś . Innego określenia nie mam . Wstałam od stołu , założyłam buty i wyszłam z domu . W drodze do szkoły myślałam o tym co wczoraj powiedział mi Connor . Oczywiście , że nie powiem o tym nikomu , ale czuję się z tym źle . Nigdy w życiu nie okłamałam Lil . Nigdy . Ona brzydzi się kłamstwem . I co ja mam zrobić ? Z jednej strony jest Connor , a z drugiej Lil . Kiedy doszłam do szkoły było już sporo osób . Pan O'Donell zbierał pozwolenia . Dałam mu swoje i odeszłam w stronę autobusu . Mamy zwiedzać jakieś ruiny . Nie no pomysł fajny , ale jak wyjdzie w praktyce to nie wiem . Po chwili musieliśmy wsiąść do pojazdu . Connora nie było , ponieważ "miał jakieś sprawy do załatwienia" . Rozumiecie co to znaczy , prawda ? Zwiedzanie zajęło nam jakieś 4 godziny . Było superzajefajnie ! Czy ktoś słyszy ten sarkazm ? Chodziliśmy w kółko po ruinach , które za miesiąc przerobią na toalety nie ma co super wycieczka . Mieliśmy jeszcze czekać około 2 godzin na przyjazd autobusu . Nie no świetnie !
Postanowiłam przejść się po lesie . było pochmurno dlatego las wydawał się jeszcze piękniejszy . Kiedy tak szłam natrafiłam na polanę , na której rosły niebieskie kwiatki . Ten widok był cudny . Było tak pięknie , że aż zrobiłam zdjęcie . Kiedy dałam na podgląd zobaczyłam coś czego nie powinnam zobaczyć . Między drzewami było jakieś stworzenie , ale nie takie normalnie tylko o wiele większe od normalnego zwierzęcia . Postanowiłam sie tym nie przejmować i schowałam aparat do torby . Kiedy podniosłam głowę zobaczyłam ... właściwie nie wiem co . To "coś" wcale nie przypominało ani człowieka ani zwierze . Było potworne ! Wzrostem przewyższało człowieka i było zniekształcone . Musiała minąć chwila zanim odgadłam gdzie to "coś" ma głowę . Aktualnie wpatrywało się we mnie tymi swoimi czerwonymi oczami . Dosłownie czerwonymi . W ręce trzymał głowę jakiegoś człowieka i widać , że zamierza go skonsumować . Było to tak przerażające , że chciało mi się wymiotować i wiać jak najszybciej . Jednak nogi odmówiły posłuszeństwa i nadal stałam wpatrzona w tą bestię .
- Teho !
Nie wierzę ! Ta bestia umie mówić . Ok , jestem przerażona na maksa . Zaczęłam się powoli cofać , ale temu czemuś chyba się to nie spodobało , bo rzucił się na mnie z pazurami . Zrobiłam unik skutkiem czego było to , że potwór zarypał w drzewo . Zaczęłam uciekać , ale wiedziałam , że to lezie za mną . W ułamku sekundy znalazło się przede mną i już miało mnie złapać kiedy nagle znikąd pojawił się  Connor wraz ze swoim kolegą . Bestia nawet się nie zorientowała kiedy C odciął jej głowę . Z tych emocji aż usiadłam . Nie mogłam na to patrzeć . Po chwili usłyszałam głos nieznanego  kolegi .
- Hej ,nic ci nie jest ? - zapytał.
-Nie , chyba nie - odpowiedziałam. - Tylko trochę kręci mi się w głowie .
- Teraz mi wierzysz ? - zapytał Connor . Byłam tak załamana , że tylko pokiwałam głową . - Zabierzemy cię do mnie . Autobus już pojechał . Załatwiłem z nauczycielem , że cię odwiozę.
Wstałam powoli , ale mocno zaczął boleć mnie brzuch , że mało nie upadłam . Złapał mnie towarzysz C i podprowadził do samochodu . Jechaliśmy 15 min. kiedy dojechaliśmy na miejsce . Weszliśmy do domu i udaliśmy się do salonu .
- Przynieść ci coś do picia - zapytał mnie nieznajomy. - A tak wg to jestem Jack .
- Miło cię poznać. Napiję się wody jeśli to nie problem - odpowiedziałam.
  Jack sobie poszedł , a ja zostałam sama z Connor'em .
- Słuchaj , muszę cię przeprosić - przerwałam tą ciszę . - Ty mówiłeś prawdę , a ja ci nie wierzyłam . Jestem taka głup...
Nie zdążyłam dokończyć ,bo Connor położył swój palec na moich ustach .
- Nie jesteś głupia - powiedział. - Byłaś w szoku , każdy by tak zareagował .
- Czyli to co widziałam w lesie to był Mutant , tak ? 
- We własnej osobie - odpowiedział Jack przynosząc mi szklankę z wodą .
-  Dobra, chcę wiedzieć wszystko o was i o tej waszej "pracy" - oznajmiłam . Ciągle kręciło mi się w głowie , ale nie to było ważne . 
- No dobrze , niech ci będzie , ale nie wiem czy nasz szef będzie zadowolony - powiedział Jack.
- Wiec jesteśmy ... tak jakby łowcami . Łapiemy Mutanty i zabijamy . Każdy z nas jest jakoś uzdolniony ...
- Ja potrafię czytać w myślach - chwali się brunet .
- A ty Connor co umiesz ? - spytałam kolegę .
- ...
- Connor ?
- On umie zmieniać postać - odpowiedział za niego Jack .
- Wow to musi być super !
- ...
- Zaraz .... to nie mama robiła mi śniadanie ?! To byłeś ty ! Ja wiedziałam , że coś jest nie tak , mama dobrowolnie nie zostałaby i nie zrobiłaby mi śniadania , ale dziękuję za troskę
-  Nie ma sprawy . A wracając mamy bardzo dużo roboty . Mutantów jest coraz więcej , a władze już coś podejrzewają . Więc to musi zostać w tajemnicy rozumiesz ? 
- Nie , jestem ułomnym dzieckiem , które nie potrafi myśleć - oznajmiłam .
- Czyli rozumiesz .
Reszte dnia spędziliśmy na oglądaniu filmów i graniu w Monopol . Nawet nie wiem kiedy zasnęłam na podłodze .
***
Następnego dnia miał być występ LM . Tak został przesunięty na czwartek . Cała sytuacja jest bardzo dziwna , ale nie wnikam . Nadal jestem u Connor'a w domu . Nie wiem jakim cudem ma on moje rzeczy , ale ok . Wybrałam to i poszłam do łazienki . Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do szkoły . Jack robił za obstawę . Przynajmniej tak to wyglądało zboku . W szkole było dużo osób , nawet tych którzy nie chodzili do naszej budy . Były też inne placówki , jak Szkoła Muzyczna czy Ordynary High School . Oni też brali udział w konkursie. Każdy byłby szczęśliwy gdyby nie to .
- Każda grupa musi wystąpić na scenie . I są to 2 występy . Jeden dla jednej osoby drugi dla drugiej , wszystko jasne ? - zapytała nauczycielka muzyki .
- Nie , nic nie jest jasne - powiedział któryś z uczniów - Nie mamy przygotowanych piosenek!
- Poradzicie sobie - zapewniła nas .
Nie no super , no po prostu super ! Nie umiem śpiewać przy publiczności , to się nie uda .
- Uda się zobaczysz - powiedział Connor 
- Ale ja nie potrafię - odpowiedziałam. 
- Dasz radę jesteś silna . Ja pójdę pierwszy . 
No i poszedł . Jego występ był niesamowity ! On ma talent ! No to teraz ja ! Nie wiem co innego miałam robić więc tylko śpiewałam . Występ chyba się  podobał , bo ludzie klaskali . Kiedy nastąpiła kolej występu LM wszyscy byliśmy ciekawi czyją piosenkę zaśpiewają . Już po chwili było słychać pierwsze dzwięki piosenki , a zaraz po nich słowa . Nie wierzę ! One śpiewają naszą piosenkę ! Szybko podbiegłam do Connor'a  go przytuliłam . Odwzajemnił ten gest . Była to najlepsza rzecz jaka dotąd mnie spotkała ! Jednak nie trwało to długo , ponieważ ... 
________________
Hejka ! I co podoba się rozdział ? Mam nadzieję , że tak . Śpijcie dobrze, kocham was . 
Ps . Tak wygląda Jack jakby ktoś chciał wiedzieć ;)

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 6

Paczadełkami Jess

Pustka . To uczucie towarzyszy mi od przebudzenia . Nie żebym nie pamiętała tego co się stało wczoraj . Po prostu nie mogę znieść tego czegoś . To co się działo w mojej głowie wtedy było jedną wielką niewiadomą . Słyszałam swoje myśli , ale też głosy innych osób . To było tak jakbym miała w głowie ze 4 mózgi . Spojrzałam na zegarek 13:30 . Nie ma co długo spałam . Od 15:50 wczoraj do 13:30 dzisiaj . Rozejrzałam się po pokoju i stwierdziłam , że nie jest mój . Wow Jess , ale jesteś spostrzegawcza pomyślałam . Wygramoliłam się z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi . Korytarz prowadził w stronę czarnych marmurowych schodów . W całym domu pachniało cytryną . Kiedy udało mi się znaleźć kuchnię minęło trochę czasu , ponieważ to mieszkanie było bardzo duże . W kuchni znajdował się mój cel , a tym celem był Connor . 
- Hej księżniczko , jak się spało ? - zapytała mnie owa osoba.
- Nie księżniczkuj mi tu - powiedziałam . - Chcę wiedzieć wszystko co się działo wczoraj . Od momentu kiedy ci goście się pojawili , no słucham ?
-  Kiedy przyszli moi koledzy - zaczął C . - chciałaś do nich podejść , ale się potknęłaś , uderzyłaś głową o ziemię i zemdlałaś . To wszystko .
- Nie kłam ! - wykrzyknęłam. - Pamiętam wszystko z wczorajszego dnia i o żadnym upadku nie wiem . Więc mów i nie kłam co się wtedy stało !
- Ja ... nie mogę - odpowiedział .
- Connor ja zasługuję na prawdę , powiedz mi praszę - wypowiadając to ostatnie słowo złapałam go za rękę , ale wtedy ... 

Preston , 13 listopada 1715 roku

Rankiem 13 listopada przybyło więcej żołnierzy sił rządowych i Wills postanowił otoczyć miasto, tak aby uniemożliwić wrogowi wycofanie się z niego. Jakobici także doznali strat w walce jak i stracili w nocy wielu dezerterów, i chociaż szkoccy górale mieli zamiar walczyć a także zaatakować wroga, Forster zgodził się na propozycję negocjacji w sprawie kapitulacji. Zrobił to bez konsultacji z góralami. Kiedy górale dowiedzieli się o tym z furią ruszyli na ulice miasta grożąc śmiercią każdemu kto choćby wspomniałby o kapitulacji, przy czym zabito lub raniono kilka osób. O godzinie 07:00 rano 14 listopada Forster zaproponował bezwarunkowe poddanie, które zostało odrzucone, ponieważ nie obejmowało górali. Następnie wrócił z potwierdzeniem, iż szkoccy wielmoże poddadzą się również. Kiedy wojska rządowe wkroczyły do miasta, górale stali na rynku z bronią nad głową w celu poddania się. Do niewoli dostało się 1468 Jakobitów w tym 463 Anglików. 

Osiemnastoletni Connor Hale nie wierzył w to co napisano w gazecie . Przecież w tej bitwie uczestniczył jego ojciec . W tej chwili dla chłopaka skończyło się całe jego życie . 

To co zobaczyłam mnie przeraziło . Jeżeli on w 1715 roku miał 18 lat to ile ma teraz ? To jest nienormalnie . Zabrałam moją rękę tak szybko jak ją położyłam i zaczęłam się cofać do tyłu.
- Kim ty jesteś ? - zapytałam . Moje oczy momentalnie zaszły mgłą . Nie to nie prawda . Chłopak , który można powiedzieć jest moim przyjacielem ma 316 lat . To nie prawda .
- Jess co ty zobaczyłaś ?
- Kim jesteś ? - zapytałam ponownie Connor'a . W ciągu 2 dni mój świat stanął na głowie . 
- Powiem ci tylko się uspokój i usiądź na kanapę , okey ?
- Jak mam się uspokoić ?! - krzyknęłam. - Mój "przyjaciel" ma 316 lat ! Przy takim wieku miałeś już umrzeć . Jak ja się mam uspokoić ?
- Dobra może to jest dziwne , ale posłuchaj mnie uważnie . Jestem tak jakby nie z tego świata . Razem z Sam'em mamy chronić Ziemię przed Mutantami . Mutanci są to istoty z podziemi , które zdołały się wydostać . Są na tyle niebezpieczne , że LM  zajęła się szkoleniem takich ludzi jak ja . Mam 316 lat , ale żyję dzięki substancji , którą wynalazł nasz zwariowany doktor . To wszystko co ci powiedziałem musi zostać między nami . Nikt nie może się dowiedzieć , jasne ? Mam tylko jedno pytanie : Ufasz mi ? 
- Jesteś jakimś świrem - powiedziałam i wybiegłam z jego domu . Mieszkał kilka domów dalej ode mnie . Udałam się w "moje" miejsce* . Tylko tam mogłam pomyśleć . Ostatni raz byłam tam z tydzień temu . 
 Jest to stary dąb z zawieszoną na nim huśtawką . Bawiłam się tam kiedy miałam 3 latka . Pamiętam to do dzisiaj . Działy się tu najwspanialsze chwile o których nie zapomnę . Dzisiaj jednak muszę pomyśleć . Co ja mam z tym zrobić ? Czy to wszystko prawda ? A może Connor to jakiś psychol i lubi straszyć nastolatków ? Nie wiem , ale ten jego ton głosu nie wskazywał na to , że jest mu potrzebny psychiatra . A ci Mutanci ? Co oni tu robią i czego szukają ? Myślałam nad tym wszystkim z 4 godziny . Nie wydam Connor'a , ale nie mam zamiaru z nim rozmawiać . To nie jest moja sprawa . Muszę się przygotować na środową wycieczkę . Ma być zwiedzanie jakiś ruin i wszyscy mają się świetnie bawić . Z niezbyt wesołym humorem weszłam do domu . Od razu poszłam pod prysznic , a po nim położyłam się spać . Nie wiedziałam nawet kiedy zasnęłam . 
__________
* Jess miała ciocię w Londynie , a wtedy razem z mamą często do niej przyjeżdżały . Stąd to miejsce .
No siemanko ! Jak widzicie akcja się rozkręca ! Czekam na wasze komentarze i dobranoc :)   

poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozdział 5

Paczadełkami Jess

- Wstajemy , wstajemy szklda takiego dnia !
Nie no co za debil nie daje mi spać . Ja muszę się wyspać !
- Odejdź kim kolwiek jesteś - powiedziałam zaspanym głasem.
- Jak nie wstaniesz za 2 min.to cię zwalę z łóżka - odpowiedział ten ktoś.
- No dobra wstaję - oznajmiłam. - Która godzina ?
- 8:30.
- Że  która ?! - zapytałam i szybko wstałam z łóżka . Kątem oka zauważyłam , że to Connor był moim porannym gościem . Czy on nie przejmuje się tym , że jest już spóźniony na lekcje ? Założyłam kapcie podbiegłam  do szafy . Nie wiedziałam w co się ubrać ! Wyjęłam to i to . 
- Które lepsze ? - zapytałam Connor'a 
- Hmmm... chyba to co masz teraz na sobie - powiedział z uśmiechem i popatrzył na mnie od góry do dołu . No tak ! Mam na sobie tylko piżamę . 
- Zboczeniec . Pytam który zestaw lepszy 1 czy 2 ? - zapytałam.
- W 2 będzie ci ładniej - odpowiedział i puścił mi oczko . Zaczynał mi działać na nerwy . Ruszyłam w stronę łazienki jednak nadal czułam na sobie , a dokładniej na moim tyłku wzrok Connor'a . Po 5 min. wyszłam z pomieszczenia . Mój kolega siedział na moim łóżku i czytała mój pamiętnik . 
- Możesz to zostawić - zwróciłam się do niego.
- Co tu jest napisane ? - zapytał. - Rozszyfrowałem tylko swoje imię . Czy to jest polski ?
- Możemy pogadać o tym w drodze do szkoły ?
- Ale wiesz , że szkoły dzisiaj nie ma ? - oznajmił. No tak ! Ale ja jestem głupia .
- To po co tu jesteś ?- zapytałam.
- Zabieram cię na piknik .
- A śniadanie ?
- No właśnie to będzie nasze śniadanie . Mam kanapki . I żelki .
- Okey niech ci będzie .
Przez następne 15 min. jechaliśmy w stronę tego miejsca na piknik . Nie powiem okolice jest ładna . Dużo drzew tak jak lubię . Po chwili byliśmy na miejscu . Po prostu WOW . 
- I ty znasz takie miejsca ?
- No , a co ? Podoba się ? - zapytał.
- Czy się podoba ?! Jest super !
Connor wszystko zaplanował . Graliśmy w różne gry . Nawet tańczyliśmy . Było super ! Nagle C wyciągnął za drzewa gitarę . Usiadł i zaczął śpiewać . Ma naprawę ładny głos . 
- I co podoba ci się ? - zapytał kiedy skończył.
- WOW !
- Czyli się podobała !
- No oczywiście - odpowiedziałam. - Tylko trochę głupio wyglądasz jak śpiewasz !
- Osz ty ! Już nie żyjesz ! - zawołał podnosząc się . Od razu zrobiłam to samo . Biegaliśmy po lesie tak gdzieś z 10 min. . Niestety mnie złapał . 
- Hmmm... co by ci tu zrobić ?
- Nie proszę oszczędź mnie ! - zawołałam .
- Pocałuj mnie .
Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem , ale jego twarz wydawała się poważna .
- Mówisz serio ?
Nic nie odpowiedział tylko podszedł do mnie i położył swoją dłoń na moim policzku . Nie wiedziałam co robić . Connor owszem jest przystojny , ale czy między nami może być coś więcej niż przyjaźń ? Nie miałam teraz czasu na takie bzdety , ponieważ C patrzył na mnie swoimi czarnymi jak noc oczami . Powoli zbliżał swoje usta do moich . Kiedy prawie się stykały usłyszeliśmy głos . 
- Nie przeszkadzamy wam ? - odskoczyliśmy od siebie błyskawicznie . Nie znałam tych kolesi , ale widać , że Connor ich zna i nie jest zadowolony z ich wizyty .
- Co wy tu robicie ?! - warknął do nich.
- Connor słońce co się dzieje czyżbyśmy w czymś ci przeszkodzili - zapytał jeden z nich .
- A wiecie , że tak - odpowiedział .
- Ładną kasz koleżankę - powiedział najwyższy z nich. - Zabawimy się , co nie chłopcy ?
Nie wiedziałam o co im chodzi , ale po ich głupkowatych uśmieszkach sądziłam , że to nie będzie miłe . 
Wpuść nas do środka 
To nie jest normalne , że człowiek słyszy głosy w swojej głowie , prawda ?
Nie bój się nic ci nie zrobimy 
Byłam przerażona bardzo przerażona . Co się dzieje ? Jak się tego pozbyć ?
Wszystko będzie dobrze 
I nagle zamiast lasu zobaczyłam skrzynię . Pustą , metalową skrzynię , w której się znajdowałam . Muszę stąd uciec to jest teraz jedyne o czym myślę . Nagle w skrzyni zaczynają pękać ściany , a przez nie wlatuje woda do środka . Bardzo szybko wypełnia brzegi i już po chwili cała jestem w wodzie . Jest tylko jedno wyjście pomyślałam i zaczęłam walić w jedną ze ścian pułapki choć wiedziałam , że to bez sensu . Nagle jedna ze ścian pękła i pokazała mi dno jakiegoś oceanu . Nie mogłam oddychać dusiłam się . W oddali zobaczyłam rekina . W bardzo szybkim tempie zbliżał się do mnie otwierając coraz szerzej paszczę . Ostatnim co widziałam była tylko ciemność . 
_______________

No hejka ! Spodziewaliście się takiej akcji , bo ja nie :3 . Z Lil już coraz lepiej i myślę , ze za tydzień wyjdzie z tego szpitala . Czekam na wasze opinie i dobranoc :)
Ps . Mam 2 bloga i jest on o 1d . Jeśli chcecie poczytać to tu macie link <KLIK> .