A ty co zrobisz jeśli okaże się , że tylko ty możesz uratować świat ? Co wybierzesz ? Zdradę tych , których kochasz czy szczęście wśród kłamców ...
czwartek, 25 kwietnia 2013
I'm so sorry
Wiem , że nie tego się spodziewaliście , ale nie bd już prowadziła tego bloga . Nie mam pomysłów co by się miało dalej dziać . Lil nie chce wg słyszeć o blogu , a ja sama chyba nie daję rady go prowadzić . Dziękuję wszystkim którzy tu wchodzili . To dla mnie trudne rozstawać się z wami , ale tak musi być . Może jeszcze do was wrócę , może nie . Wszystko się teraz wali , a prowadzenie bloga pogorszyło sprawę . Przepraszam jeszcze raz .
czwartek, 11 kwietnia 2013
Rozdział 13
Paczadełkami Jess
Odwróciłam się . Przde mną stała młoda kobieta . Miała na sobie starą , wiktoriańską suknię , a włosy związane w kok . Nie pasowała mi do tego otoczenia no , ale nie jestem czepliwym człowiekiem . Dziwne było jednak to , że preświtywała . Zupełnie jak duch pomyślałam .
- Nie musisz się mnie bać - powiedziała spokojnym głosem. - Jestem tu po to żeby ci pomóc.
- N-n-no dobra , ale co to - pkazałam ręką na wyjście. - ma znaczyć ?
- Chciałam żebyśmy zostały same . Muszę opowiedzieć ci o twojej przyszłości .
- Znasz moją przyszłość ?! Przecież to niedorzeczne . Żaden człowiek nie może znać przyszłości 2 człowieka ... chyba że ...
- Nie jestem z teraźniejszości - coraz bardziej mi się to nie podobało. - Jestem Spectra .
- Jesteś duchem ? - zapytałam . Byłoa zdziwiona bo co ona może wiedzieć o mojej przyszłości . Co ona jasnowidz ?
- Coś w tym rodzaju - uśmiechnęła się. - Wiem wszystko o twojej rodzinie . Przejdziemy się ?
- Po mieszkaniu ?
- Chcę ci coś pokazać
Nie ufałam jej . Mogła mnie nastraszyć , ale nie okaże tego po sobie . Z 2 strony to by wyjaśniało czemu unosi się 15 cm nad ziemią i przechodzi przez ściany .
- Rodzina Olsen'ów nigdy nie była normalna . Kiedy przeprowadzili się z Azji do Londynu mięli wiele kłopotów . Twoja babcia Emily Olson wyglądała jak modelka , a miała 84 lata . Ludzie myśleli , że jest czarownicą - popatrzyła na mnie i ciągnęła dalej. - Wielokrotnie próbowali ją spalić na stosie , ale zawsze im się to nie udawało . Babcia była nieśmiertelna . Czemu tak było ? Nikt nie miał pojęcia . Aż do teraz . Twój ojciec rozwiązał zagadkę jej tajemniczej śmierci i klątwy , która ciąży na waszej rodzinie .
- Jaka to klątwa ?
- Nie przerywaj mi - skarciła mnie spojrzeniem. - Popatrz na swoje ręce . Co widzisz ?
- No te dziwne cyferki , które zmniejszają się z każdym upływającym dniem .
- To nie są zwykłe cyferki . To informacja .
- Informacja ?!
- W dzień twoich 17 urodzin Ziemia i Niebo będą walczyć o twoje moce .
- Moje moce ? Ale przecież - bezczelnie mi przerwała.
- Myślisz , że normalny człowiek czyta Mutantom w myślach ? Albo mało co nie urywa głowy piorunem ?
- Skąd wiesz o Mutantach ? - miałam tak wiele pytań do niej . Co za Ziemia ? Co za Niebo ? I niby po co miałyby walczyć o moją moc ?
- Ziemia to rodzaj ... czarnej magii , która będzie na ciebie polować jeszcze zacięciej niż Niebo . Jesteś dla niej jak żyła złota . To ona "rodzi" Mutanty .
- Nie może tego robić - powiedziałam .
- A niby czemu ?
- Ponieważ mój ojciec nad nimi pracował . Mają DNA podobne do ludzkiego ...
- Wiem to , ale Ziemia produkuje te "właściwe" . I powiem ci , że są bardziej inteligętne niż tamte . Ale wracając . Ziemia jest zła i to masz o niej wiedzieć .
- Zgaduję , że Niebo to coś dobrego .
- Tak , ale dziwne , że nie interesuje się tobą tak bardzo . Muszę to zbadać i najwyżej powiem ci później . Bądź ostrożna ! Żyjesz w świecie pełnym kłamców .
- Co to znaczy ? - coraz mniej wiedziałam o co chodzi .
- Walker kłamie . Nie chce cię chronić dlatego , że znasz sekret jego uczniów . Jesteś mu potrzebna , bo chce na tobie przeprowadzić eksperymenty . Nie ufaj mu . Nikomu stamtąd nie ufaj . Zerwij ze swoim chłopakiem . Tak będzie bezpieczniej .
- A kto to Walker i czemu zerwanie z chłopakiem ma mi pomóc ?
- Walker to ten doktor , a zrywając z nim będziesz bardziej bezpieczna .
- Ale muszę mieć powód żeby z nim zerwać
- Nie chciałam ci tego mówić , ale on cię zdradza . Nie chodziło mu o miłość . On chce cię wykorzystać .
- To nie nowość - nie wiem , ale przez te kilka godzin zaczęłam wierzyć Connor'owi , a ona potwierdziła jego słowa .
- Uważaj na siebie - zaczęła udawać się w stronę wyjścia.
- Poczekaj - pobiegłam za nią. - Ale co to za klątwa ?
- Sama chciałabym wiedzieć . Twoja babcia nic nie powiedziała , ale myślę , że będzie coś pisało w tej książce , którą zabraliście od twojego ojca .
- Ale czym ja jestem ? - to pytanie zadawałam sobie od porządku , kiedy to się zaczęło .
- Jesteś aniołem .
- Co ? Aniołem ? To dlaczego Ziemia się o mnie tak bardzo ubiega skoro jestem gwiazdą ?
- Tego nie wiem , ale się dowiem . Uważaj na siebie , Jessico - powiedziała znikając .
Ja . Anioł . Czy ją pogięło ?! No , ale tylko ona mi powiedziała o co w tym chodzi . Mam nadzieję , że ta klątwa nie jest jakaś ... bardzo straszna .
- Jess ?!
Podbiegłam do wyjścia . Connor stał na werandzie z doktorem Walker'em .
- Jesteś cała ?
Wybiegłam z domu i rzuciłam się Connor'owi w ramiona . Dopiero teraz poczułam , że zmarzłam .
- Zabierzmy ją stąd - kiedy mówił takim ciepłym i zmartwionym głosem miałam ochotę narzygać mu na buty . Po 15 min. byłam już w tym "bezpiecznym " miejscu .
-Co się tam stało ? - zapytał Walker.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam .
- Ale przecież ty ...
- Nic się nie stało - powiedziałam ostrym tonem .
- No ok . Nic nie widziałem - oznajmił , a ja wyszłam z pomieszczenia . Po drodze do mojego pokoju wstąpiłam do Ethan'a . To co zobaczyłam w środku było ... no po prostu ...
- Nie przeszkadzajcie sobie - powiedziałam. - Przyszłam tylko powiedzieć ci , że z nami koniec , ale ty chyba masz coś lepszego do roboty ...
- Jess , poczekaj - wyszedł razem ze mną .
- Nie mam ochoty na rozmowę - powiedziałam patrząc przed siebie .
- To nie tak ...
- Nie ? A jak twoim zdaniem ?
- Ona tylko ...
- Przestań nawet nie masz wytłumaczenia dlaczego zdradziłeś mnie z Ally !
- No , ale ...
- Daruj sobie - szczerze powiedziawszy nie wiem co czułam do Ethan'a . Nie byłam pewna czy to miłość . Niektórzy mogą powiedzieć , że jestem głupia , ale nie było mi źle z tym , że Eth mnie zdradził .
- Jess ?
- Connor co jest ?
- Jutro mamy się stawić w szkole .
- Naszej ? - zapytałam z niedowierzaniem . Connor chodził do szkoły po moim "tajemniczym" zniknięciu , ale ja nie , więc to będzie dziwne jak nagle się tam pojawię . To właśnie powiedziałam C .
- Ale Walker'a to nie obchodzi . W szkole dzieje się coś dziwnego i mamy to sprawdzić . Aha i jeszcze jedno ... bez sprzeciwów .
Rano nie miałam wyjścia musiałam wstać . Przebrałam się w to . Connor mówił , że ma być tak jakbym to nie była ja . Mam się do nikogo nie odzywać jeśli będą pytać gdzie byłam . Nie jestem głupia i wiem co mam robić . Do szkoły miał mnie zawieść Jack . Może to i lepiej bo nie wiem czy wytrzymałabym w aucie z C.
- Denerwujesz się ? - zapytał po chwili milczenia.
- A czym się tu denerwować ?
- No wiesz ... nie możesz nikomu powiedzieć , że ...
- Nie jestem głupia ! Wiem co robić ! - wrzasnęłam na niego . Powiem wam , że czarne ciuchy odzwierciedlają to jak się teraz czuję . Wychodząc z auta , zauważyłam , że na dziedzińcu nikogo nie ma . Dobrze . Wejście do szkoły było jeszcze trudniejsze niż myślałam . Zachowałam kamienną twarz i otworzyłam drzwi . Nic się nie zmieniło . Ludzie patrzeli na mnie jak na UFO . No tak . Nie było mnie nie wiem z 8 dni i nikt nie wie co robiłam . Szłam spokojnie korytarzem kiedy drogę zastąpiła mi Stef .
- Proszę , proszę nasza zguba wróciła do szkoły - posłała mi pełen słodyczy uśmiech. - Czyli opcja z tym , że nie żyjesz jest obalona , a szkoda
- Uważaj , bo to nie ja zaraz będę martwa - odpowiedziałam jej z goryczą w głosie .
- O ! A co się stało z tą cichą i miłą dziewczynką ?
Popatrzałam na Connor'a . Wzrok miał wlepiony we mnie .
- Nie każdy jest aniołkiem . Przynajmniej ja nim nie jestem .
- Gdzie byłaś kiedy ciecie nie było ? - dobre pytanie . W wariatkowie ?
- Byłam tam , gdzie ty nigdy nie będziesz - powiedziałam i odeszłam . Lekcje minęły spokojnie . No może oprócz tego , że miałam spotkanie z dyrektorem i policją , ale z nimi też poszło gładko . Nadszedł czas w-fu . Kto się cieszy ? Bo na pewno nie ja . Ten jednak był inny , ponieważ ...
***
Jej ! Radujmy się , bo wróciłam . Czemu ja , a nie Ja i Lil ? A bo , ponieważ , dlatego że nie chce jej się niczego wymyślać . To leń jeden :) . Mam nadzieję , że podoba wam się nowy wystrój bloga i oczywiście rozdział . Jakby były jakieś niezgodności to wina Lil , bo ona pisała ten rozdział . Swój "ostatni" rozdział . Nie martwcie się ja ją namówię , żeby z nami została :) Jak nie słowem to czynem :3 No to co papatki i dozo przy następnym rozdziale ;)
Ps . Tak wygląda Ally .
Odwróciłam się . Przde mną stała młoda kobieta . Miała na sobie starą , wiktoriańską suknię , a włosy związane w kok . Nie pasowała mi do tego otoczenia no , ale nie jestem czepliwym człowiekiem . Dziwne było jednak to , że preświtywała . Zupełnie jak duch pomyślałam .
- Nie musisz się mnie bać - powiedziała spokojnym głosem. - Jestem tu po to żeby ci pomóc.
- N-n-no dobra , ale co to - pkazałam ręką na wyjście. - ma znaczyć ?
- Chciałam żebyśmy zostały same . Muszę opowiedzieć ci o twojej przyszłości .
- Znasz moją przyszłość ?! Przecież to niedorzeczne . Żaden człowiek nie może znać przyszłości 2 człowieka ... chyba że ...
- Nie jestem z teraźniejszości - coraz bardziej mi się to nie podobało. - Jestem Spectra .
- Jesteś duchem ? - zapytałam . Byłoa zdziwiona bo co ona może wiedzieć o mojej przyszłości . Co ona jasnowidz ?
- Coś w tym rodzaju - uśmiechnęła się. - Wiem wszystko o twojej rodzinie . Przejdziemy się ?
- Po mieszkaniu ?
- Chcę ci coś pokazać
Nie ufałam jej . Mogła mnie nastraszyć , ale nie okaże tego po sobie . Z 2 strony to by wyjaśniało czemu unosi się 15 cm nad ziemią i przechodzi przez ściany .
- Rodzina Olsen'ów nigdy nie była normalna . Kiedy przeprowadzili się z Azji do Londynu mięli wiele kłopotów . Twoja babcia Emily Olson wyglądała jak modelka , a miała 84 lata . Ludzie myśleli , że jest czarownicą - popatrzyła na mnie i ciągnęła dalej. - Wielokrotnie próbowali ją spalić na stosie , ale zawsze im się to nie udawało . Babcia była nieśmiertelna . Czemu tak było ? Nikt nie miał pojęcia . Aż do teraz . Twój ojciec rozwiązał zagadkę jej tajemniczej śmierci i klątwy , która ciąży na waszej rodzinie .
- Jaka to klątwa ?
- Nie przerywaj mi - skarciła mnie spojrzeniem. - Popatrz na swoje ręce . Co widzisz ?
- No te dziwne cyferki , które zmniejszają się z każdym upływającym dniem .
- To nie są zwykłe cyferki . To informacja .
- Informacja ?!
- W dzień twoich 17 urodzin Ziemia i Niebo będą walczyć o twoje moce .
- Moje moce ? Ale przecież - bezczelnie mi przerwała.
- Myślisz , że normalny człowiek czyta Mutantom w myślach ? Albo mało co nie urywa głowy piorunem ?
- Skąd wiesz o Mutantach ? - miałam tak wiele pytań do niej . Co za Ziemia ? Co za Niebo ? I niby po co miałyby walczyć o moją moc ?
- Ziemia to rodzaj ... czarnej magii , która będzie na ciebie polować jeszcze zacięciej niż Niebo . Jesteś dla niej jak żyła złota . To ona "rodzi" Mutanty .
- Nie może tego robić - powiedziałam .
- A niby czemu ?
- Ponieważ mój ojciec nad nimi pracował . Mają DNA podobne do ludzkiego ...
- Wiem to , ale Ziemia produkuje te "właściwe" . I powiem ci , że są bardziej inteligętne niż tamte . Ale wracając . Ziemia jest zła i to masz o niej wiedzieć .
- Zgaduję , że Niebo to coś dobrego .
- Tak , ale dziwne , że nie interesuje się tobą tak bardzo . Muszę to zbadać i najwyżej powiem ci później . Bądź ostrożna ! Żyjesz w świecie pełnym kłamców .
- Co to znaczy ? - coraz mniej wiedziałam o co chodzi .
- Walker kłamie . Nie chce cię chronić dlatego , że znasz sekret jego uczniów . Jesteś mu potrzebna , bo chce na tobie przeprowadzić eksperymenty . Nie ufaj mu . Nikomu stamtąd nie ufaj . Zerwij ze swoim chłopakiem . Tak będzie bezpieczniej .
- A kto to Walker i czemu zerwanie z chłopakiem ma mi pomóc ?
- Walker to ten doktor , a zrywając z nim będziesz bardziej bezpieczna .
- Ale muszę mieć powód żeby z nim zerwać
- Nie chciałam ci tego mówić , ale on cię zdradza . Nie chodziło mu o miłość . On chce cię wykorzystać .
- To nie nowość - nie wiem , ale przez te kilka godzin zaczęłam wierzyć Connor'owi , a ona potwierdziła jego słowa .
- Uważaj na siebie - zaczęła udawać się w stronę wyjścia.
- Poczekaj - pobiegłam za nią. - Ale co to za klątwa ?
- Sama chciałabym wiedzieć . Twoja babcia nic nie powiedziała , ale myślę , że będzie coś pisało w tej książce , którą zabraliście od twojego ojca .
- Ale czym ja jestem ? - to pytanie zadawałam sobie od porządku , kiedy to się zaczęło .
- Jesteś aniołem .
- Co ? Aniołem ? To dlaczego Ziemia się o mnie tak bardzo ubiega skoro jestem gwiazdą ?
- Tego nie wiem , ale się dowiem . Uważaj na siebie , Jessico - powiedziała znikając .
Ja . Anioł . Czy ją pogięło ?! No , ale tylko ona mi powiedziała o co w tym chodzi . Mam nadzieję , że ta klątwa nie jest jakaś ... bardzo straszna .
- Jess ?!
Podbiegłam do wyjścia . Connor stał na werandzie z doktorem Walker'em .
- Jesteś cała ?
Wybiegłam z domu i rzuciłam się Connor'owi w ramiona . Dopiero teraz poczułam , że zmarzłam .
- Zabierzmy ją stąd - kiedy mówił takim ciepłym i zmartwionym głosem miałam ochotę narzygać mu na buty . Po 15 min. byłam już w tym "bezpiecznym " miejscu .
-Co się tam stało ? - zapytał Walker.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam .
- Ale przecież ty ...
- Nic się nie stało - powiedziałam ostrym tonem .
- No ok . Nic nie widziałem - oznajmił , a ja wyszłam z pomieszczenia . Po drodze do mojego pokoju wstąpiłam do Ethan'a . To co zobaczyłam w środku było ... no po prostu ...
- Nie przeszkadzajcie sobie - powiedziałam. - Przyszłam tylko powiedzieć ci , że z nami koniec , ale ty chyba masz coś lepszego do roboty ...
- Jess , poczekaj - wyszedł razem ze mną .
- Nie mam ochoty na rozmowę - powiedziałam patrząc przed siebie .
- To nie tak ...
- Nie ? A jak twoim zdaniem ?
- Ona tylko ...
- Przestań nawet nie masz wytłumaczenia dlaczego zdradziłeś mnie z Ally !
- No , ale ...
- Daruj sobie - szczerze powiedziawszy nie wiem co czułam do Ethan'a . Nie byłam pewna czy to miłość . Niektórzy mogą powiedzieć , że jestem głupia , ale nie było mi źle z tym , że Eth mnie zdradził .
- Jess ?
- Connor co jest ?
- Jutro mamy się stawić w szkole .
- Naszej ? - zapytałam z niedowierzaniem . Connor chodził do szkoły po moim "tajemniczym" zniknięciu , ale ja nie , więc to będzie dziwne jak nagle się tam pojawię . To właśnie powiedziałam C .
- Ale Walker'a to nie obchodzi . W szkole dzieje się coś dziwnego i mamy to sprawdzić . Aha i jeszcze jedno ... bez sprzeciwów .
Rano nie miałam wyjścia musiałam wstać . Przebrałam się w to . Connor mówił , że ma być tak jakbym to nie była ja . Mam się do nikogo nie odzywać jeśli będą pytać gdzie byłam . Nie jestem głupia i wiem co mam robić . Do szkoły miał mnie zawieść Jack . Może to i lepiej bo nie wiem czy wytrzymałabym w aucie z C.
- Denerwujesz się ? - zapytał po chwili milczenia.
- A czym się tu denerwować ?
- No wiesz ... nie możesz nikomu powiedzieć , że ...
- Nie jestem głupia ! Wiem co robić ! - wrzasnęłam na niego . Powiem wam , że czarne ciuchy odzwierciedlają to jak się teraz czuję . Wychodząc z auta , zauważyłam , że na dziedzińcu nikogo nie ma . Dobrze . Wejście do szkoły było jeszcze trudniejsze niż myślałam . Zachowałam kamienną twarz i otworzyłam drzwi . Nic się nie zmieniło . Ludzie patrzeli na mnie jak na UFO . No tak . Nie było mnie nie wiem z 8 dni i nikt nie wie co robiłam . Szłam spokojnie korytarzem kiedy drogę zastąpiła mi Stef .
- Proszę , proszę nasza zguba wróciła do szkoły - posłała mi pełen słodyczy uśmiech. - Czyli opcja z tym , że nie żyjesz jest obalona , a szkoda
- Uważaj , bo to nie ja zaraz będę martwa - odpowiedziałam jej z goryczą w głosie .
- O ! A co się stało z tą cichą i miłą dziewczynką ?
Popatrzałam na Connor'a . Wzrok miał wlepiony we mnie .
- Nie każdy jest aniołkiem . Przynajmniej ja nim nie jestem .
- Gdzie byłaś kiedy ciecie nie było ? - dobre pytanie . W wariatkowie ?
- Byłam tam , gdzie ty nigdy nie będziesz - powiedziałam i odeszłam . Lekcje minęły spokojnie . No może oprócz tego , że miałam spotkanie z dyrektorem i policją , ale z nimi też poszło gładko . Nadszedł czas w-fu . Kto się cieszy ? Bo na pewno nie ja . Ten jednak był inny , ponieważ ...
***
Jej ! Radujmy się , bo wróciłam . Czemu ja , a nie Ja i Lil ? A bo , ponieważ , dlatego że nie chce jej się niczego wymyślać . To leń jeden :) . Mam nadzieję , że podoba wam się nowy wystrój bloga i oczywiście rozdział . Jakby były jakieś niezgodności to wina Lil , bo ona pisała ten rozdział . Swój "ostatni" rozdział . Nie martwcie się ja ją namówię , żeby z nami została :) Jak nie słowem to czynem :3 No to co papatki i dozo przy następnym rozdziale ;)
Ps . Tak wygląda Ally .
niedziela, 31 marca 2013
Wielkanoc !!!!!
Jestem okropna!!! Jestem najgorszą osobą na świecie i nawet nie ważcie się zaprzeczyć . Rozdział miał być już kilka dni temu , a nadal go nie ma . Niestety nie będzie go do nastepnej soboty . Miałam mały wypadek samochodowy i leżę w szpitalu ze złamaną nogą i prawym nadgarstkiem . W szpitalu niestety nie można używać żadnych elektronicznych gadzetów . Z okazji świąt życzę wam wszystkiego najlepszego , masy prezentów od zajączka i bardzo , bardzo , bardzo mokrego dyngusa . I tak złamałam zasady szpitalu , ale co tam . Musiałam wam złożyć życzenia , prawda ? Więc jeszcze raz wszystkiego naj !!!!!!
I taki mały słodki kurczak dla was !!!!!
piątek, 22 marca 2013
Rozdział 12
Paczadełkami Jess
Samotność . Można powiedzieć , że od tygodnia tylko ona jest moją przyjaciółką . Znkinęłam . Od tak po prostu . Odcięłam się od rodziny i przyjaciół . Przez tydzień nie wychodziłam z pokoju , z nikim nie rozmawiałam . Ethan próbował się tu dostać , ale w końcu się poddał . Teraz mój tata nie żyje . Już naprawdę . Został nabity na metalowy pręt . Jak każdy może zauważyć nie mam rodziny . Hmm ... jakby się dobrze zastanowić , nigdy nie miałam . Wiem , że skrzywdziłam wiele osób odchodząc , ale możliwe jest , że skazałabym tych ludzi na niebezpieczeństwo zostając . To chyba była dobra decyzja , prawda ? Przy tacie znaleźliśmy starą księgę . Oczywiście Connor jako pupilek doktora zaniusł ją do niego . Przez te siedem dni zmieniłam się nie do poznania . Mam czarne oczy zamiast zielonych , dłuższe włosy , ale największą zmianą okazały się moje rece . Nie to , że zmieniły kolor czy coś . Między kciukiem a palcem wskazującym pojawiły się cyfry . Na początku myślałam , że to jakieś przywidzenia , ale jak z upływem dni liczby zaczęły maleć ... zrozumiałam , że nie jeste normalna . Nigdy nie byłam . Zawsze odstawałam od rzeczywistości . Kiedy byłam mała przyszedł do mnie list . Był od taty .
Kochana córeczko ,
Ciężko pisać mi ten list , ponieważ wiem , że jesteś za mała żeby go zrozumieć . Odchodzę . Nie do nieba , ale od mamy . Nie mogę zapewnić wam bezpieczeństwa . Tym czym teraz się zajmuję nie jest normalne .Usiłuję ci powiedzieć , że ... . Jeseś stworzona do wielkoch rzeczy kochanie . Możesz coś co inni nie mogą zrobić . Dom Olson'ów skrywa tajemnicę , którą to TY musisz chronić . Pamiętaj to TY jesteś kluczem .
Kocham najmocniej
Tata
Przeczytałam ten list jeszcze raz i zdałam sobię sprawę , że jest on ważny . Po raz pierwszy od tygodnia mam wyjść z pokoju . Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy . Wybrałam to i poszłam do łazienki . Włosy zostawiłam rozpuszczone . Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa . Kiedy wyszlam na korytarz nie było ani żywej duszy . Udałam się do sali nr. 5 i otworzyłam drzwi . Nie powiem było lekkie zdziwienie moją obecnością , ale nic się nie odzywałam . Ethan wogóle miał nieziemską minę . Szczenka mu po prostu opadła . Tak jak innym chłopcom . Usiadłam na krześle . Nie powiem sala była duża . Nie było mi dane nacieszyć się spokojem , bo od razu podszedł do mnie Ethan .
- I jak się czujesz ? - zapytał z troską.
- Supermegazajebiście - odpowiedziałam z uśmiechem .
- Skąd ta nagła zmiana ?
- Bo zobaczyłam swojego chłopaka ? - uśmiechnął się i podszedł do mnie . Kiedy mnie pocałował poczułam ulgę . Nie wiem czemu , ale tak było .
- No już skończcie wymieniać się śliną - zajęczał Jack . Nie chętnie się od siebie oderwaliśmy.
- A co ? Zazdrosny ? - zapytałam . Widocznie się zmieszał , bo zaczął czochrać swoje włosy . Najlepszy widok EVER . Chłopcy wrócili do ćwiczeń . No ja tych figur bym nie zrobiła .
- Connor ? - zapytała Ally. - Możemy pogadać ?
- Pewnie.
Nie zwracałabym na tą rozmowę gdyby nie kilka słów , które usłyszałam . Jessica , jej ojciec , kretyn . Były to tylko niektóre urywki , ale przekaz był jasny .
- Spójrz na nią . Jest taka sama jak jej ojciec . Głupia i naiwna dziewucha - nie wytrzymałam . Podnioslam się z krzesła i udałam się w ich kierunku . Byłam zozdrażniona , a to nie wróżyło niczego dobrego . Nagle przed Ally roztrzaskał się piorun , a wokól mnie jego "odnóża" .
- Jeszcze raz powiesz coś o moim ojcu , a postaram się , żeby następnym razem piorun nie spudłował .
- Jess przestań ! - zawołał C .
Zrobiłam o co prosił . Nie wiem jak to zrobiłam , ale podobało mi się. Od trzech dni moja "moc" wzrosła . Umiałam czytać nie tylko w głowach Mutantów , ale też w ludzkich .No i jak widać strzelać piorunami.
- Widzisz?! - wrzasnęła Ally . - Ona jest nie normalna . Nie pasuje do nas .
- Owszem nie pasuje tu - odpowiedziałam spokojnie. - Ale jestem jedyną waszą łącznością z tymi , którzy próbują zawładnąć światem .
Lekkie zszokowanie było jak dowiedzieli się , że wiem . No bo przecież ja wiem wszystko . I jestem na maxa skromna . Pokazałam im list .
***
- Nie pójdziesz tam sama - powiedział Ethan.
- Ale ja nie potrzebuję twojej zgody - odpowiedziałam. - Idę i tyle .
- Pójdę z tobą - oznajmił Connor.
- Nigdzie nie idziesz - zaprotestowałam.
- Nie potrzebuję twojego pozwolenia - przedrzeźniał mnie. - Idę i tyle
- Ha ha bardzo śmieszne - odpowiedziałam.
- Jak on nie może to ja pójdę za niego .
- Grrrr.... no dobrze - powiedziałam. - Ale biorę cię tylko dlatego żebyś potem nie miał do mnie pretensji , jasne ?
- Jak słońce - odpowiedział , uśmiechając się . Chloerny uśmiech ! Czy on musi być taki perfekcyjny ? pomyślałam . Do mojego starego dom musieliśmy trochę dojechać . Tak gdzieś 4 godzinki .
- Jak długo zamierzasz się do mnie nie odzywać ? - zapytał. Puki nie przestaniesz się uśmiechać pomyślałam.
- Nie wiem - odpowiedziałam. Nie lubię być na niego zła . Ale trzeba przyznać nieźle mi to wychodzi. Dostałam Sms-a od Eyhan'a .
Napisz mi jak dojedziesz . Tęsknie za tobą :*
Noooooo ..... czy oni muszą być perfekcyjni ? Czemu jeden z nich nie może mieć krzywych zębów albo śmierdzieć ?
- Sms od Ethan'a , prawda ?
- Nie od św. Mikołaja wiesz ?
Nie wiem czemu zachowuję się tak chamsko wobec Connor'a . Może dlatego , żeby go do siebie zrazić ? Jak tak to na razie nie działa . Mój kierowca zatrzymał się na poboczu .
- Nie wiem co ci zrobiłem , ale przepraszam . Wiem , ze nie obrażasz się bez powodu .
Tak? Wow nawet ja tego nie wiedziałam . Dobry jest .
- Nie obraziłam się na ciebie - powiedziałam. - Miałam nie miły dzień. Zresztą sam widziałeś .
- Czyli nie gniewasz się na mnie ?
- Nie , nie gniewam - uśmiechnął się . Gjgbjhghgg czy on musi to robić ? Jechaliśmy w milczeniu jakieś 15 min.
- A jak ci się układa ze Stef ? - zapytałam. Mimo tego , że z nim nie jestem bałam się odpowiedzi .
- Muszę odpowiadać ? - nie wydawał się zadowolony.
- Nie nie musisz - uśmiechnęłam się . Wow pierwszy raz odkąd wsiadłam do tego samochodu . Kiedy dojechaliśmy na miejsce Connor oznajmił mi żebyśmy chwilę poczekali . Z tej chwili zrobiło się 30 min.
- Nie możemy wejść do środka ? - zapytałam. - Zimno mi !
- Trzeba było się cieplej ubrać - odpowiedział. Popatrzałam na swój strój .
- Jestem ciepło ubrana - oburzyłam się . Nie ma to jak irytujący przyjaciel pomyślałam . - A tak w ogóle to po co my tu stoimy ?
- Widziałem to na filmach - odpowiedział C. - Czekamy aż ktoś wyjdzie z domu .
- Ty kretynie !!!!! - wrzasnęłam. - Nikogo tu nie ma . Dom od lat stoi pusty .
- Aaaaa .... to trzeba było tak od razu . Geniusz . Weszliśmy do środka . Nic się tu nie zmieniło . Dom był duży i zagracony . Mama była maniaczką zbierania różnych staroci . Udaliśmy się do biblioteczki . Pamiętam jak się tu bawiłam . Zawsze fascynowały mnie książki . Tata zbudował to miejsce specjalnie dla mnie . Biblioteczka miała jakieś 50 m wysokości , 60 m długości i 40 m szerokości . Była więc całkiem spora . Śmiesznie wyglądałam wśród tych wszystkich książek . Zaczęliśmy przeszukiwać całe pomieszczenie . Nie było nic ciekawego oprócz książek . Jess ogar to jest biblioteczka . Tu są same książki! Niby było wszystko normalnie gdyby nie to , że zauważyłam iż jedna z książek ma na okładce taki sam znak jak ja na naszyjniku .
- Connor ! - zawołałam go . Kiedy stawił się koło mnie , pokazałam mu moje odkrycie . Nagle światło zgasło i zapaliły się świece . Czekaj , czekaj my nie mamy świec ! Podłoga zatrzęsła się , a schody wykonały obrót o 180 stopni . Z drugiej strony znajdowały się drzwi . Weszliśmy do środka . W pomieszczeniu znajdowały się tajemnicze przedmioty o których istnieniu nie miałam pojęcia . Rozglądaliśmy się po całym pokoju . Książki , pająki i tajemnicze przedmioty . Czy jest coś co mogłoby mnie zadziwić ? Nie . No chyba , że ta głowa jelenia na ścianie . I miej tu normalnych rodziców .
- Nic tu nie ma oprócz dziwnych rzeczy - stwierdziłam.
- Jess uwarzaj - zawołał Connor . No i leżałam . Dosłownie . Zmiarzdzona przez książki w twardej oprawie . Spełnienie marzeń każdej nastolatki . Nie dość , że książki miały twardą okładkę to jeszcze były całe zakurzone .
- Poczekaj , pomogę ci - zaoferował się C . Podniusł mnie z podłogi i postawił na nogi . Jednak nie póscił mnie . Lewą ręką trzymał mój nadgarstek , a prawą wyciągał pajęczyny z moich włosów . Kiedy skończył wolną kończyną dotknął mojego policzka . Czy tylko mi zrobiło się gorąco ? Zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował mnie . Ale nie robił tego jak Ethan . Connor nie był delikatny , ale nie powiem spodobało mi się . Odwzajemniłam pocałunek . Z każdą chwlą stawał się coraz bardziej namiętny . Co ty robisz?! odezwał się głos w mojej głowie . Przecież ty masz CHŁOPAKA !!! . W ułamku sekundy spoważniałam.
- Connor ?! - szepnęłam.
- Hmmmm ? - wymruczał wprost do mojego ucha .
- Przestań! - przesunął swoje wargi z mojego ucha ( dziwnie to brzmi , ale ok ) na szyję . Rozkosz rozlała się po mnie błyskawicznie . nie chętnie , ale musialam coś z tym zrobić .
- Connor do cholery ! Przecież ty masz dziewczynę , a ja chłopaka - wrzasnęłam na niego . Odessał się od mojej szyji i spojrzał mi w oczy .
- I co ?
- Jak i co ? Nie możemy się całować ! Jesteśmy przyjaciółmi !
- Ty nie masz chłopaka . Ty masz tylko jego parodię - oznajmił .
- Nie wiem o co ci chodzi ?
- Każdy wie , że Ethan leci na dwa fronty . Teraz pewnie jest z Ally .
- Nie wierzę w to ! Jak możesz tak kłamać !
- Ja nie kłamię . Przejrzyj naoczy . On cię nie kocha.
- Myślałam , że jesteśmy przyjaciółmi ! Przyjaciele wspierają się nawzajem , a nie odwrotnie.
- Ale nie okłamją się , prawda ?
- Ty najwidoczniej kłamiesz - wiedziałam , że się wściekł . Było to bardzo dobrze widać .
- Nazywasz mnie kłamcą ?
- Powiem lepiej ! Wielkim kłamcą !
- Wiesz , chciałem ci pomóc , ale myśle , że nie potrzebnie - powiedział udając się w stronę drzwi . Nie byłam z siebie zadowolona . Byłam idiotką . On przecież chciał mi pomóc .
- Connor zaczekaj ! - pobiegłam za nim . Nie był daleko . Wyszedł z domu , ale na dzwięk mojego głosu odwrócił się . Miałam już wychodzić kiedy walnęłam w coś co było umieszczone tak jakby w drzwiach . Jakieś pole siłowe czy coś takiego . Siła dorzutu była ogromna , ponieważ walnęlam w szafkę 6 m dalej . Podniosłam się i podeszłam do drzwi . Dotknęlam tego czegoś . Nie mogłam wyjść. Spanikowałam . I co zostanę tu aż umrę ? Wyglądałam jak mim w niewidzialnej klatce .
- Jess nie martw się ! Wyciągnę cię stamtąd .
- Connor sprowadź doktora Arthura , ale zrób to jutro . Musisz odpocząć !
- Nie zostawię cię tu samej - upierał się . Był taki kochany .
- Idź . Poradzę sobie - powiedziałam . Wachał się , ale wykonał polecenie . Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było , więc zjechałam w dół po ścianie i rozpłakałam się . Normalnie jak dziecko . Wszyscy wiedzą , że e jestem normalna , ale to przekracza wszelkiegranice . Uwięziona w starym domu . Tytuł idealny na okładkę jakiejś książki . Już miałam się podnieść kiedy usłyszałam głos .
Miło , że nareszcie jesteśmy sami .
_______________
Nie napiszę już nic . Może oprócz Dobranoc :* Kocham was <3
Samotność . Można powiedzieć , że od tygodnia tylko ona jest moją przyjaciółką . Znkinęłam . Od tak po prostu . Odcięłam się od rodziny i przyjaciół . Przez tydzień nie wychodziłam z pokoju , z nikim nie rozmawiałam . Ethan próbował się tu dostać , ale w końcu się poddał . Teraz mój tata nie żyje . Już naprawdę . Został nabity na metalowy pręt . Jak każdy może zauważyć nie mam rodziny . Hmm ... jakby się dobrze zastanowić , nigdy nie miałam . Wiem , że skrzywdziłam wiele osób odchodząc , ale możliwe jest , że skazałabym tych ludzi na niebezpieczeństwo zostając . To chyba była dobra decyzja , prawda ? Przy tacie znaleźliśmy starą księgę . Oczywiście Connor jako pupilek doktora zaniusł ją do niego . Przez te siedem dni zmieniłam się nie do poznania . Mam czarne oczy zamiast zielonych , dłuższe włosy , ale największą zmianą okazały się moje rece . Nie to , że zmieniły kolor czy coś . Między kciukiem a palcem wskazującym pojawiły się cyfry . Na początku myślałam , że to jakieś przywidzenia , ale jak z upływem dni liczby zaczęły maleć ... zrozumiałam , że nie jeste normalna . Nigdy nie byłam . Zawsze odstawałam od rzeczywistości . Kiedy byłam mała przyszedł do mnie list . Był od taty .
Kochana córeczko ,
Ciężko pisać mi ten list , ponieważ wiem , że jesteś za mała żeby go zrozumieć . Odchodzę . Nie do nieba , ale od mamy . Nie mogę zapewnić wam bezpieczeństwa . Tym czym teraz się zajmuję nie jest normalne .
Kocham najmocniej
Tata
Przeczytałam ten list jeszcze raz i zdałam sobię sprawę , że jest on ważny . Po raz pierwszy od tygodnia mam wyjść z pokoju . Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy . Wybrałam to i poszłam do łazienki . Włosy zostawiłam rozpuszczone . Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa . Kiedy wyszlam na korytarz nie było ani żywej duszy . Udałam się do sali nr. 5 i otworzyłam drzwi . Nie powiem było lekkie zdziwienie moją obecnością , ale nic się nie odzywałam . Ethan wogóle miał nieziemską minę . Szczenka mu po prostu opadła . Tak jak innym chłopcom . Usiadłam na krześle . Nie powiem sala była duża . Nie było mi dane nacieszyć się spokojem , bo od razu podszedł do mnie Ethan .
- I jak się czujesz ? - zapytał z troską.
- Supermegazajebiście - odpowiedziałam z uśmiechem .
- Skąd ta nagła zmiana ?
- Bo zobaczyłam swojego chłopaka ? - uśmiechnął się i podszedł do mnie . Kiedy mnie pocałował poczułam ulgę . Nie wiem czemu , ale tak było .
- No już skończcie wymieniać się śliną - zajęczał Jack . Nie chętnie się od siebie oderwaliśmy.
- A co ? Zazdrosny ? - zapytałam . Widocznie się zmieszał , bo zaczął czochrać swoje włosy . Najlepszy widok EVER . Chłopcy wrócili do ćwiczeń . No ja tych figur bym nie zrobiła .
- Connor ? - zapytała Ally. - Możemy pogadać ?
- Pewnie.
Nie zwracałabym na tą rozmowę gdyby nie kilka słów , które usłyszałam . Jessica , jej ojciec , kretyn . Były to tylko niektóre urywki , ale przekaz był jasny .
- Spójrz na nią . Jest taka sama jak jej ojciec . Głupia i naiwna dziewucha - nie wytrzymałam . Podnioslam się z krzesła i udałam się w ich kierunku . Byłam zozdrażniona , a to nie wróżyło niczego dobrego . Nagle przed Ally roztrzaskał się piorun , a wokól mnie jego "odnóża" .
- Jeszcze raz powiesz coś o moim ojcu , a postaram się , żeby następnym razem piorun nie spudłował .
- Jess przestań ! - zawołał C .
Zrobiłam o co prosił . Nie wiem jak to zrobiłam , ale podobało mi się. Od trzech dni moja "moc" wzrosła . Umiałam czytać nie tylko w głowach Mutantów , ale też w ludzkich .No i jak widać strzelać piorunami.
- Widzisz?! - wrzasnęła Ally . - Ona jest nie normalna . Nie pasuje do nas .
- Owszem nie pasuje tu - odpowiedziałam spokojnie. - Ale jestem jedyną waszą łącznością z tymi , którzy próbują zawładnąć światem .
Lekkie zszokowanie było jak dowiedzieli się , że wiem . No bo przecież ja wiem wszystko . I jestem na maxa skromna . Pokazałam im list .
***
- Nie pójdziesz tam sama - powiedział Ethan.
- Ale ja nie potrzebuję twojej zgody - odpowiedziałam. - Idę i tyle .
- Pójdę z tobą - oznajmił Connor.
- Nigdzie nie idziesz - zaprotestowałam.
- Nie potrzebuję twojego pozwolenia - przedrzeźniał mnie. - Idę i tyle
- Ha ha bardzo śmieszne - odpowiedziałam.
- Jak on nie może to ja pójdę za niego .
- Grrrr.... no dobrze - powiedziałam. - Ale biorę cię tylko dlatego żebyś potem nie miał do mnie pretensji , jasne ?
- Jak słońce - odpowiedział , uśmiechając się . Chloerny uśmiech ! Czy on musi być taki perfekcyjny ? pomyślałam . Do mojego starego dom musieliśmy trochę dojechać . Tak gdzieś 4 godzinki .
- Jak długo zamierzasz się do mnie nie odzywać ? - zapytał. Puki nie przestaniesz się uśmiechać pomyślałam.
- Nie wiem - odpowiedziałam. Nie lubię być na niego zła . Ale trzeba przyznać nieźle mi to wychodzi. Dostałam Sms-a od Eyhan'a .
Napisz mi jak dojedziesz . Tęsknie za tobą :*
Noooooo ..... czy oni muszą być perfekcyjni ? Czemu jeden z nich nie może mieć krzywych zębów albo śmierdzieć ?
- Sms od Ethan'a , prawda ?
- Nie od św. Mikołaja wiesz ?
Nie wiem czemu zachowuję się tak chamsko wobec Connor'a . Może dlatego , żeby go do siebie zrazić ? Jak tak to na razie nie działa . Mój kierowca zatrzymał się na poboczu .
- Nie wiem co ci zrobiłem , ale przepraszam . Wiem , ze nie obrażasz się bez powodu .
Tak? Wow nawet ja tego nie wiedziałam . Dobry jest .
- Nie obraziłam się na ciebie - powiedziałam. - Miałam nie miły dzień. Zresztą sam widziałeś .
- Czyli nie gniewasz się na mnie ?
- Nie , nie gniewam - uśmiechnął się . Gjgbjhghgg czy on musi to robić ? Jechaliśmy w milczeniu jakieś 15 min.
- A jak ci się układa ze Stef ? - zapytałam. Mimo tego , że z nim nie jestem bałam się odpowiedzi .
- Muszę odpowiadać ? - nie wydawał się zadowolony.
- Nie nie musisz - uśmiechnęłam się . Wow pierwszy raz odkąd wsiadłam do tego samochodu . Kiedy dojechaliśmy na miejsce Connor oznajmił mi żebyśmy chwilę poczekali . Z tej chwili zrobiło się 30 min.
- Nie możemy wejść do środka ? - zapytałam. - Zimno mi !
- Trzeba było się cieplej ubrać - odpowiedział. Popatrzałam na swój strój .
- Jestem ciepło ubrana - oburzyłam się . Nie ma to jak irytujący przyjaciel pomyślałam . - A tak w ogóle to po co my tu stoimy ?
- Widziałem to na filmach - odpowiedział C. - Czekamy aż ktoś wyjdzie z domu .- Ty kretynie !!!!! - wrzasnęłam. - Nikogo tu nie ma . Dom od lat stoi pusty .
- Aaaaa .... to trzeba było tak od razu . Geniusz . Weszliśmy do środka . Nic się tu nie zmieniło . Dom był duży i zagracony . Mama była maniaczką zbierania różnych staroci . Udaliśmy się do biblioteczki . Pamiętam jak się tu bawiłam . Zawsze fascynowały mnie książki . Tata zbudował to miejsce specjalnie dla mnie . Biblioteczka miała jakieś 50 m wysokości , 60 m długości i 40 m szerokości . Była więc całkiem spora . Śmiesznie wyglądałam wśród tych wszystkich książek . Zaczęliśmy przeszukiwać całe pomieszczenie . Nie było nic ciekawego oprócz książek . Jess ogar to jest biblioteczka . Tu są same książki! Niby było wszystko normalnie gdyby nie to , że zauważyłam iż jedna z książek ma na okładce taki sam znak jak ja na naszyjniku .
- Connor ! - zawołałam go . Kiedy stawił się koło mnie , pokazałam mu moje odkrycie . Nagle światło zgasło i zapaliły się świece . Czekaj , czekaj my nie mamy świec ! Podłoga zatrzęsła się , a schody wykonały obrót o 180 stopni . Z drugiej strony znajdowały się drzwi . Weszliśmy do środka . W pomieszczeniu znajdowały się tajemnicze przedmioty o których istnieniu nie miałam pojęcia . Rozglądaliśmy się po całym pokoju . Książki , pająki i tajemnicze przedmioty . Czy jest coś co mogłoby mnie zadziwić ? Nie . No chyba , że ta głowa jelenia na ścianie . I miej tu normalnych rodziców .
- Nic tu nie ma oprócz dziwnych rzeczy - stwierdziłam.
- Jess uwarzaj - zawołał Connor . No i leżałam . Dosłownie . Zmiarzdzona przez książki w twardej oprawie . Spełnienie marzeń każdej nastolatki . Nie dość , że książki miały twardą okładkę to jeszcze były całe zakurzone .
- Poczekaj , pomogę ci - zaoferował się C . Podniusł mnie z podłogi i postawił na nogi . Jednak nie póscił mnie . Lewą ręką trzymał mój nadgarstek , a prawą wyciągał pajęczyny z moich włosów . Kiedy skończył wolną kończyną dotknął mojego policzka . Czy tylko mi zrobiło się gorąco ? Zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował mnie . Ale nie robił tego jak Ethan . Connor nie był delikatny , ale nie powiem spodobało mi się . Odwzajemniłam pocałunek . Z każdą chwlą stawał się coraz bardziej namiętny . Co ty robisz?! odezwał się głos w mojej głowie . Przecież ty masz CHŁOPAKA !!! . W ułamku sekundy spoważniałam.
- Connor ?! - szepnęłam.
- Hmmmm ? - wymruczał wprost do mojego ucha .
- Przestań! - przesunął swoje wargi z mojego ucha ( dziwnie to brzmi , ale ok ) na szyję . Rozkosz rozlała się po mnie błyskawicznie . nie chętnie , ale musialam coś z tym zrobić .
- Connor do cholery ! Przecież ty masz dziewczynę , a ja chłopaka - wrzasnęłam na niego . Odessał się od mojej szyji i spojrzał mi w oczy .
- I co ?
- Jak i co ? Nie możemy się całować ! Jesteśmy przyjaciółmi !
- Ty nie masz chłopaka . Ty masz tylko jego parodię - oznajmił .
- Nie wiem o co ci chodzi ?
- Każdy wie , że Ethan leci na dwa fronty . Teraz pewnie jest z Ally .
- Nie wierzę w to ! Jak możesz tak kłamać !
- Ja nie kłamię . Przejrzyj naoczy . On cię nie kocha.
- Myślałam , że jesteśmy przyjaciółmi ! Przyjaciele wspierają się nawzajem , a nie odwrotnie.
- Ale nie okłamją się , prawda ?
- Ty najwidoczniej kłamiesz - wiedziałam , że się wściekł . Było to bardzo dobrze widać .
- Nazywasz mnie kłamcą ?
- Powiem lepiej ! Wielkim kłamcą !
- Wiesz , chciałem ci pomóc , ale myśle , że nie potrzebnie - powiedział udając się w stronę drzwi . Nie byłam z siebie zadowolona . Byłam idiotką . On przecież chciał mi pomóc .
- Connor zaczekaj ! - pobiegłam za nim . Nie był daleko . Wyszedł z domu , ale na dzwięk mojego głosu odwrócił się . Miałam już wychodzić kiedy walnęłam w coś co było umieszczone tak jakby w drzwiach . Jakieś pole siłowe czy coś takiego . Siła dorzutu była ogromna , ponieważ walnęlam w szafkę 6 m dalej . Podniosłam się i podeszłam do drzwi . Dotknęlam tego czegoś . Nie mogłam wyjść. Spanikowałam . I co zostanę tu aż umrę ? Wyglądałam jak mim w niewidzialnej klatce .
- Jess nie martw się ! Wyciągnę cię stamtąd .
- Connor sprowadź doktora Arthura , ale zrób to jutro . Musisz odpocząć !
- Nie zostawię cię tu samej - upierał się . Był taki kochany .
- Idź . Poradzę sobie - powiedziałam . Wachał się , ale wykonał polecenie . Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było , więc zjechałam w dół po ścianie i rozpłakałam się . Normalnie jak dziecko . Wszyscy wiedzą , że e jestem normalna , ale to przekracza wszelkiegranice . Uwięziona w starym domu . Tytuł idealny na okładkę jakiejś książki . Już miałam się podnieść kiedy usłyszałam głos .
Miło , że nareszcie jesteśmy sami .
_______________
Nie napiszę już nic . Może oprócz Dobranoc :* Kocham was <3
sobota, 16 marca 2013
Rozdział 11
Paczadełkami Jess
Obudziłam się o 6:30 . Przedstawienie czas zacząć pomyślałam . Podeszłam do szafy i wyciągnęłam to . Idąc do łazienki , myślałam o tym co będzie dalej . Nie umiem obejść się bez Lil . Ona jest moją "łącznością" z ludźm. Każdy pewnie już zauważył , że nie chodzę na imprezy . Po pierwsze nikt mnie nie zaprasza , a po drugie nie umiem rozmawiać z nowo poznanymi ludźmi . Wyjątkiem są Ethan i Connor . Po wyjściu z łazienki , zobaczyłam Jacob'a siedzącego , o dziwo już ubranego , na łóżku .
- Dzień dobry - przywitałam się .
Oni mnie nie lubią , prawda ?
- Nie to ,że cię nie lubią - powiedziałam. - Oni nie rozumieją dlaczego zabrałam cię ze sobą .
Poniekąd sama nie wiedziałam .
To dlaczego to zrobiłaś ?
- Za bardzo przypominałeś mnie , stojąc przy tym drzewie - odparłam . - Idę na śniadanie , przynieść ci coś ?
Nie , ja już jadłem
Ok nie wnikam co on jadł na obiad . Wchodząc na stołówkę nie obyło się od krzywych spojrzeń i szeptania . W oddali zobaczyłam Connor'a i jego paczkę , ale postanowiłam usiąść sama . Dlaczego ? Powód był prosty . Nie pasowałam do nich . Uratowanie chłopca = bycie samotnym do końca życia . Jeżeli sama nie zwariuję i nie podetnę sobie żył to zrobi to ktoś inny . Kiedy jadłam posiłek , dostałam SMS-a od taty?! A to dziwne .
Wiem , że wiesz , że żyję . Musimy pogadać . O 18 w parku pod lasem . Mam nadzieję , że się nie spóźnisz .
- Jess co jest ?
Musiałam dziwnie wyglądać czytając SMS-a , ponieważ Connor podszedł do mojego stolika .
- Muszę iść - oznajmiłam , zrywając się z krzesła jakby paliło . Nie chciałam z nim rozmawiać dlatego zaczęłam iść w stronę wyjścia .
- Jess co się stało ?
- Nie twój interes - warknęłam do Connor'a .
Musiałam pogadać z tatą . Może mi wytłumaczy dlaczego zniknął . Idąc do szkoły nie zważałam na to czy potrącam ludzi czy też nie . Nie mogłam zniknąć , nie teraz . Spojrzałam na zegarek . 7:35 . Byłam na parkingu , kiedy podjechał Connor na motorze . Nie zdziwiłabym się , gdyby nie to , że nie przyjechał sam . Była z nim Stef . Kiedy tylko C zszedł z pojazdu od razu się do niego przykleiła . Nie wiem czy ją w domu nie karmią czy co , ale wyglądało to tak jakby chciała go zjeść . Kiedy powstrzymałam wymioty ruszyłam do klasy .
Nie miałam siły siedzieć na tych wszystkich lekcjach . Nudziły mnie . Tak po prostu mnie nudziły . Oj Jess trzeba iść do lekarza pomyślałam . No bo od kiedy nudzą mnie lekcje ? Po skończonej lekcji nadszedł czas lunchu . Jak zawsze jadłam na dworze . Zabierałam się właśnie za konsumowanie mojej sałatki , kiedy ktoś zasłonił mi słońce.
- Nie wiem kim jesteś , ale radzę ci odejść , bo zasłaniasz mi słońce - powiedziałam groźnie .
- Ej Jess bez spiny . To ja twoja najlepsza koleżanka Stefanie - odpowiedziała mi .
- Aha i przychodzisz tu dobrowolnie ? - zapytałam .
- No coś ty ! Connor mnie do tego zmusił - a było tak pięknie - Kazał mi być miłą dla ciebie .
- Sorry , ale raczej nie jesteś - oznajmiłam.
Chyba ją wkurzyłam , bo walnęła ręką w stół .
- Z C układa mi się świetnie . Nie zepsuj tego . A jak będziesz próbować to pożałujesz .
- Czy Connor mówił też o groźbach ? - zapytałam . Widziałam , że była zirytowana Miała już coś powiedzieć , kiedy pojawił się Ethan na motorze .
- Hej słonko ! Małe zerwanie się z lekcji ? - zapytał z cwaniackim uśmieszkiem .
- Z tobą zawsze - odpowiedziałam i usadowiłam się za nim .
Ethan jechał szybko dlatego musiałam się do niego bardziej przytulić . Kiedy go tak przytulałam czułam uśmiech na jego twarzy . Dojechaliśmy wkońcu na miejsce . I było to moje miejsce . To samo gdzie przychodziłam jak byłam mała . Tak dużo wspomnień .
- Dlaczego zabrałeś mnie ze szkoły ? - zapytałam siadając na huśtawce .
- A wiesz , że nie wiem - uśmiechnęłam się do niego .
Przez następną godzinę wygłupialiśmy się jak 5-cio latki . Było niesamowicie . Oczywiście nie obyło się bez robienia zdjęć . Na jednym byłam ja sama . Siedziałam na huśtawce . Nie powiem świetnie się z nim bawiłam . Zmęczeni usiedliśmy na trawie . Wtedy Ethan wyciągnął gitarę . Czy on musi robić wszystko podobnie jak Connor ? Zaczął śpiewać . Miał ładny głos . Ale ja nadal nie wiedziałam po co on to robi . Kiedy skończył zapytał
- I jak podobało ci się ?
- Tak , ale nie wiem po co to było .
- Bo ja ... - zaczął . - Ja zakochałem się w tobie . Od chwili kiedy cię ujrzałam , nie mogłem przestać o tobie myśleć . Byłaś inna niż te dziewczyny w szkole . Inteligentna , naturalna . Na początku myślałem , że to zauroczenie , bo znamy się od ilu ? 2 dni ? Ale kiedy pojawiłaś się w tej brązowej sukni to jeszcze bardziej utwardziło mnie w tym , że to coś więcej . Ja ciągle mam cię przed oczami . Twój uśmiech . Jesteś dla mnie bardzo ważna .
- Yyyy ... Ethan , wiesz ja nie wiem co powiedzieć - i taka była prawda . Czułam coś do Ethan'a . To było pewne . Jednak nie wiem co powiedzieć . Nie mogłam się w spokoju zastanowić , bo poczułam jego wargi na moich. Nie wiedziałam co zrobić , ale oddałam pocałunek . Potraktował to jako zielone światło . Nie przestając mnie całować , odłożył gitarę i posadził mnie sobie na kolanach . Miał takie ciepłe i miękkie wargi . Kiedy skończyliśmy dyszeliśmy tak jakbyśmy przebiegli maraton . Trzeba przyznać Ethan świetnie całuje . Dziwne było to , że jego usta smakowały jak plaster miodu .
- Muszę iść - oznajmił . - Dojdziesz sama ?
- Tak pewnie - oznajmiłam , a Ethan pocałował mnie jeszcze raz na pożegnanie . Może to dziwne , ale przy nim czuje się bezpiecznie . Nareszcie jestem szczęśliwa . No może byłabym bardziej gdyby Connor zerwał ze Stef . Ale nie jestem samolubna . W drodze do domu zachaczyłam o cukiernię . Kupiłam sobie i Jacob'owi po dużym rogalu z czekoladą . Kiedy byłam w laboratorium dostałam ochrzan od Atrhur'a za to , że nie przeprowadziliśmy "operacji" . Miałam go gdzieś . Od razu udałam się do stołówki na obiad . Po posiłku postanowiłam pójść do pokoju . W połowie drogi zauważyłam Ethan'a .
- Witam moją dziewczynę ponownie - przywitał się.
- Dziewczynę ?! - zapytałam .
- No tak . Chyba , że nie chcesz .
- Nie , nie chcę - powiedziałam z udawaną powagą . Kiedy zobaczyłam przerażoną minę mojego chłopaka , jak to pięknie brzmi , nie mogłam ze śmiechu , ale się opanowałam i nadal udawałam powarzną .
- Serio ?!
- Nie , żartuje przecież . Oczywiście , że chcę - odpowiedziałam z uśmiechem .
- Nie strasz mnie tak już ak węcej - powiedział i przyciągnął mnie do siebie . Kiedy mnie pocałował poczułam ... fajerwerki . Tak fajerwerki . Chyba , że to była niestrawność po obiedzie . Jak zoriętowałam się , że wszyscy na nas patrzą płożyłam swoją dłoń na klatce piersiowej Ethan'a i lekko go od siebie odepchnęłam . Oderwał się od moich ust , ale nie chętnie .
- Co jest ? - zapytał.
- Wszyscy się gapią .
- A co ? Wstydzisz się mnie ? - zapytał .
- Nie , ale nie lubie kiedy ktoś się na mnie gapi - oznajmiłam .
- Gapią się , bo mam najwspanialszą dziewczynę na świecie - odparł .
- Awww ... - przytuliłam go. - A teraz wybacz idę do mojego małego potworka .
Kiedy weszłam do pokoju maluch grał na moim laptopie .
- Hej ! Mam dla ciebie coś słodkiego - powiedziałam rzucając w jego stronę rogala.
Dziękuję !!
-Nie ma sprawy .
Resztę południa spędziłam grając z Jackb'em w różne gry . Chińczyk , Monopol czy szachy nie sprawiały mu problemu . Co za dziecko ? Kiedy spojrzałam nazegarek była 17:30 . Zaczęłam się pakować , bo inaczej bym nie zdążyła . Starałam się iść cicho , ale i tak to nic nie dało , bo już po chwili Connor stał obok mnie .
- Co ty tu robisz ? - zapytałam go szptem . Czemu szeptem , bo o tej porze wszyscy powinni być w swoich pokojach .
- Nie pójdziesz na spotkanie z tatą sama - odpowiedział . Skąd on to wie ?
- Skąt to wiesz ?
- Jake mi powiedział , a raczej napisał - odrzekł.
- Jake ?!
- No Jakob . Ufa mi bardziej niż Arthur'owi .
- No dobra , ale nic nie mów .
Żeby nie narobić hałasu postanowiliśmy pójść piechotą . Nie to , że przeszkadzała mi jego obecność wręcz przeciwnie , ale między nami panowało jakieś takie napięcie .
- Widzę , że teraz jesteś z Ethan'em . Gratulacje - powiedział , przerywając ciszę .
- Lepiej chodzić z nim niż z tym tandetnym plastikiem , który po prostu rozbiera cię wzrokiem .
Zamilkł . Nic już nie powiedział , ale w jego oczach widziałam smutek , żal i zazdrość?! Nie chyba mi się przywidziało . Po chwili dotarliśmy na miejsce . W oddali zobaczyłam jakiś kształt . Podeszliśmy bliżej , a wtedy zamarłam .
- TATA !!!!
Ostatnim co poczułam były ręce Connor'a obejmujące mnie w talii , potem była już tylko ciemność .
___________________
Hejeczka ! Niesamowity zwrot akcji , prawda ? Nie wiem czy mi się to podoba , ale chyba nie bardzo :( Taka mała załameczka . No nic . Piszcie w komentarzach czy się podobało . Branoc :)
Obudziłam się o 6:30 . Przedstawienie czas zacząć pomyślałam . Podeszłam do szafy i wyciągnęłam to . Idąc do łazienki , myślałam o tym co będzie dalej . Nie umiem obejść się bez Lil . Ona jest moją "łącznością" z ludźm. Każdy pewnie już zauważył , że nie chodzę na imprezy . Po pierwsze nikt mnie nie zaprasza , a po drugie nie umiem rozmawiać z nowo poznanymi ludźmi . Wyjątkiem są Ethan i Connor . Po wyjściu z łazienki , zobaczyłam Jacob'a siedzącego , o dziwo już ubranego , na łóżku .
- Dzień dobry - przywitałam się .
Oni mnie nie lubią , prawda ?
- Nie to ,że cię nie lubią - powiedziałam. - Oni nie rozumieją dlaczego zabrałam cię ze sobą .
Poniekąd sama nie wiedziałam .
To dlaczego to zrobiłaś ?
- Za bardzo przypominałeś mnie , stojąc przy tym drzewie - odparłam . - Idę na śniadanie , przynieść ci coś ?
Nie , ja już jadłem
Ok nie wnikam co on jadł na obiad . Wchodząc na stołówkę nie obyło się od krzywych spojrzeń i szeptania . W oddali zobaczyłam Connor'a i jego paczkę , ale postanowiłam usiąść sama . Dlaczego ? Powód był prosty . Nie pasowałam do nich . Uratowanie chłopca = bycie samotnym do końca życia . Jeżeli sama nie zwariuję i nie podetnę sobie żył to zrobi to ktoś inny . Kiedy jadłam posiłek , dostałam SMS-a od taty?! A to dziwne .
Wiem , że wiesz , że żyję . Musimy pogadać . O 18 w parku pod lasem . Mam nadzieję , że się nie spóźnisz .
- Jess co jest ?
Musiałam dziwnie wyglądać czytając SMS-a , ponieważ Connor podszedł do mojego stolika .
- Muszę iść - oznajmiłam , zrywając się z krzesła jakby paliło . Nie chciałam z nim rozmawiać dlatego zaczęłam iść w stronę wyjścia .
- Jess co się stało ?
- Nie twój interes - warknęłam do Connor'a .
Musiałam pogadać z tatą . Może mi wytłumaczy dlaczego zniknął . Idąc do szkoły nie zważałam na to czy potrącam ludzi czy też nie . Nie mogłam zniknąć , nie teraz . Spojrzałam na zegarek . 7:35 . Byłam na parkingu , kiedy podjechał Connor na motorze . Nie zdziwiłabym się , gdyby nie to , że nie przyjechał sam . Była z nim Stef . Kiedy tylko C zszedł z pojazdu od razu się do niego przykleiła . Nie wiem czy ją w domu nie karmią czy co , ale wyglądało to tak jakby chciała go zjeść . Kiedy powstrzymałam wymioty ruszyłam do klasy .
Nie miałam siły siedzieć na tych wszystkich lekcjach . Nudziły mnie . Tak po prostu mnie nudziły . Oj Jess trzeba iść do lekarza pomyślałam . No bo od kiedy nudzą mnie lekcje ? Po skończonej lekcji nadszedł czas lunchu . Jak zawsze jadłam na dworze . Zabierałam się właśnie za konsumowanie mojej sałatki , kiedy ktoś zasłonił mi słońce.
- Nie wiem kim jesteś , ale radzę ci odejść , bo zasłaniasz mi słońce - powiedziałam groźnie .
- Ej Jess bez spiny . To ja twoja najlepsza koleżanka Stefanie - odpowiedziała mi .
- Aha i przychodzisz tu dobrowolnie ? - zapytałam .
- No coś ty ! Connor mnie do tego zmusił - a było tak pięknie - Kazał mi być miłą dla ciebie .
- Sorry , ale raczej nie jesteś - oznajmiłam.
Chyba ją wkurzyłam , bo walnęła ręką w stół .
- Z C układa mi się świetnie . Nie zepsuj tego . A jak będziesz próbować to pożałujesz .
- Czy Connor mówił też o groźbach ? - zapytałam . Widziałam , że była zirytowana Miała już coś powiedzieć , kiedy pojawił się Ethan na motorze .
- Hej słonko ! Małe zerwanie się z lekcji ? - zapytał z cwaniackim uśmieszkiem .
- Z tobą zawsze - odpowiedziałam i usadowiłam się za nim .
Ethan jechał szybko dlatego musiałam się do niego bardziej przytulić . Kiedy go tak przytulałam czułam uśmiech na jego twarzy . Dojechaliśmy wkońcu na miejsce . I było to moje miejsce . To samo gdzie przychodziłam jak byłam mała . Tak dużo wspomnień .- Dlaczego zabrałeś mnie ze szkoły ? - zapytałam siadając na huśtawce .
- A wiesz , że nie wiem - uśmiechnęłam się do niego .
Przez następną godzinę wygłupialiśmy się jak 5-cio latki . Było niesamowicie . Oczywiście nie obyło się bez robienia zdjęć . Na jednym byłam ja sama . Siedziałam na huśtawce . Nie powiem świetnie się z nim bawiłam . Zmęczeni usiedliśmy na trawie . Wtedy Ethan wyciągnął gitarę . Czy on musi robić wszystko podobnie jak Connor ? Zaczął śpiewać . Miał ładny głos . Ale ja nadal nie wiedziałam po co on to robi . Kiedy skończył zapytał - I jak podobało ci się ?
- Tak , ale nie wiem po co to było .
- Bo ja ... - zaczął . - Ja zakochałem się w tobie . Od chwili kiedy cię ujrzałam , nie mogłem przestać o tobie myśleć . Byłaś inna niż te dziewczyny w szkole . Inteligentna , naturalna . Na początku myślałem , że to zauroczenie , bo znamy się od ilu ? 2 dni ? Ale kiedy pojawiłaś się w tej brązowej sukni to jeszcze bardziej utwardziło mnie w tym , że to coś więcej . Ja ciągle mam cię przed oczami . Twój uśmiech . Jesteś dla mnie bardzo ważna .
- Yyyy ... Ethan , wiesz ja nie wiem co powiedzieć - i taka była prawda . Czułam coś do Ethan'a . To było pewne . Jednak nie wiem co powiedzieć . Nie mogłam się w spokoju zastanowić , bo poczułam jego wargi na moich. Nie wiedziałam co zrobić , ale oddałam pocałunek . Potraktował to jako zielone światło . Nie przestając mnie całować , odłożył gitarę i posadził mnie sobie na kolanach . Miał takie ciepłe i miękkie wargi . Kiedy skończyliśmy dyszeliśmy tak jakbyśmy przebiegli maraton . Trzeba przyznać Ethan świetnie całuje . Dziwne było to , że jego usta smakowały jak plaster miodu .
- Muszę iść - oznajmił . - Dojdziesz sama ?
- Tak pewnie - oznajmiłam , a Ethan pocałował mnie jeszcze raz na pożegnanie . Może to dziwne , ale przy nim czuje się bezpiecznie . Nareszcie jestem szczęśliwa . No może byłabym bardziej gdyby Connor zerwał ze Stef . Ale nie jestem samolubna . W drodze do domu zachaczyłam o cukiernię . Kupiłam sobie i Jacob'owi po dużym rogalu z czekoladą . Kiedy byłam w laboratorium dostałam ochrzan od Atrhur'a za to , że nie przeprowadziliśmy "operacji" . Miałam go gdzieś . Od razu udałam się do stołówki na obiad . Po posiłku postanowiłam pójść do pokoju . W połowie drogi zauważyłam Ethan'a .
- Witam moją dziewczynę ponownie - przywitał się.
- Dziewczynę ?! - zapytałam .
- No tak . Chyba , że nie chcesz .
- Nie , nie chcę - powiedziałam z udawaną powagą . Kiedy zobaczyłam przerażoną minę mojego chłopaka , jak to pięknie brzmi , nie mogłam ze śmiechu , ale się opanowałam i nadal udawałam powarzną .
- Serio ?!
- Nie , żartuje przecież . Oczywiście , że chcę - odpowiedziałam z uśmiechem .
- Nie strasz mnie tak już ak węcej - powiedział i przyciągnął mnie do siebie . Kiedy mnie pocałował poczułam ... fajerwerki . Tak fajerwerki . Chyba , że to była niestrawność po obiedzie . Jak zoriętowałam się , że wszyscy na nas patrzą płożyłam swoją dłoń na klatce piersiowej Ethan'a i lekko go od siebie odepchnęłam . Oderwał się od moich ust , ale nie chętnie .
- Co jest ? - zapytał.
- Wszyscy się gapią .
- A co ? Wstydzisz się mnie ? - zapytał .
- Nie , ale nie lubie kiedy ktoś się na mnie gapi - oznajmiłam .
- Gapią się , bo mam najwspanialszą dziewczynę na świecie - odparł .
- Awww ... - przytuliłam go. - A teraz wybacz idę do mojego małego potworka .
Kiedy weszłam do pokoju maluch grał na moim laptopie .
- Hej ! Mam dla ciebie coś słodkiego - powiedziałam rzucając w jego stronę rogala.
Dziękuję !!
-Nie ma sprawy .
Resztę południa spędziłam grając z Jackb'em w różne gry . Chińczyk , Monopol czy szachy nie sprawiały mu problemu . Co za dziecko ? Kiedy spojrzałam nazegarek była 17:30 . Zaczęłam się pakować , bo inaczej bym nie zdążyła . Starałam się iść cicho , ale i tak to nic nie dało , bo już po chwili Connor stał obok mnie .
- Co ty tu robisz ? - zapytałam go szptem . Czemu szeptem , bo o tej porze wszyscy powinni być w swoich pokojach .
- Nie pójdziesz na spotkanie z tatą sama - odpowiedział . Skąd on to wie ?
- Skąt to wiesz ?
- Jake mi powiedział , a raczej napisał - odrzekł.
- Jake ?!
- No Jakob . Ufa mi bardziej niż Arthur'owi .
- No dobra , ale nic nie mów .
Żeby nie narobić hałasu postanowiliśmy pójść piechotą . Nie to , że przeszkadzała mi jego obecność wręcz przeciwnie , ale między nami panowało jakieś takie napięcie .
- Widzę , że teraz jesteś z Ethan'em . Gratulacje - powiedział , przerywając ciszę .
- Lepiej chodzić z nim niż z tym tandetnym plastikiem , który po prostu rozbiera cię wzrokiem .
Zamilkł . Nic już nie powiedział , ale w jego oczach widziałam smutek , żal i zazdrość?! Nie chyba mi się przywidziało . Po chwili dotarliśmy na miejsce . W oddali zobaczyłam jakiś kształt . Podeszliśmy bliżej , a wtedy zamarłam .
- TATA !!!!
Ostatnim co poczułam były ręce Connor'a obejmujące mnie w talii , potem była już tylko ciemność .
___________________
Hejeczka ! Niesamowity zwrot akcji , prawda ? Nie wiem czy mi się to podoba , ale chyba nie bardzo :( Taka mała załameczka . No nic . Piszcie w komentarzach czy się podobało . Branoc :)
Ponad 600 wyświetleń !!!!
____________________________________________________________________________________
Wiecie co to znaczy ? Dostałam zatrzymania akcji serca jak to zobaczyłam . 600 wyświetleń !! Nie no to jest genialne ! Wiecie , że was kocham prawda ? A jak nie wiecie to teraz mówię , że .... Kocham was normalnie !!! Nie myślałam , że ktoś to bd czytał czy coś, a tu się okazało że tak !! Jesteście wielkie !!!! Dziękuje za te miłe komentarze od Tedzi i mam nadzieję , że bd ich coraz więcej .
Takie serducha dla was !! <3
Wiecie co to znaczy ? Dostałam zatrzymania akcji serca jak to zobaczyłam . 600 wyświetleń !! Nie no to jest genialne ! Wiecie , że was kocham prawda ? A jak nie wiecie to teraz mówię , że .... Kocham was normalnie !!! Nie myślałam , że ktoś to bd czytał czy coś, a tu się okazało że tak !! Jesteście wielkie !!!! Dziękuje za te miłe komentarze od Tedzi i mam nadzieję , że bd ich coraz więcej .
Takie serducha dla was !! <3
poniedziałek, 11 marca 2013
Rozdział 10
Paczadełkami Jess
- Jess , wszystko dobrze ? - zapytał Jack ponownie . To wszystko mnie przerastało . Ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego ojciec nic nam nie powiedział ! Pamiętam dokładnie jak wyglądał w czasie wypadku . To wszystko było bardzo realistyczne , więc jak mogło się okazać inaczej ? Ciekawe czy mama wie ?
- Jess co ty zobaczyłaś ? - zapytał mnie Connor .
- J-ja widziałam swojego ojca - odpowiedziałam . Wszyscy byli zaskoczeni ! Całe życie skupiłam się na biologii* , więc odezwała się we mnie natura naukowca. - Ten Mutant nie jest "normalny" . Jego DNA jest bardzo podobne do mojego . Nie zgadza się też układ krwionośny . Nie pasuje ani do człowieka ani do zwierzęcia . Myślę , że mój ojciec tworząc go zapomniał o paru rzeczach . Mutant ma zbudowaną szczękę roślinożercy .
- Zaraz , zaraz twój tata go stworzył ? - zapytał mnie Arthur . Pokiwałam głową .
- Okłamał mnie pan - oznajmiłam , kierując głowę w stronę doktora . - Nie napadł na jubilera.
- Skąd to wiesz ?
- Nie pana interes - powiedziałam . - W jego przeszłości widziałam dużo rzeczy , ale nie zauważyłam miejsca , w którym powstają , ciekawe prawda ?
- Czyli , że one same nie wiedzą gdzie powstają ? - zapytał Jack .
- Jeżeli w ogóle powstają - zauważył ... koleś , którego nie znam .
- Ooo Ethan jesteś już . Pozwól , że przedstawię ci Jessicę . Jessico - zwrócił się do mnie. - To jest Ethan Weir , nasz najlepszy uczeń .
- Czyli oprócz oszukiwania ludzi uczycie tu jeszcze czegoś innego , wow brawo dla was .
Ethan wydawał się być miły . Chodził uśmiechnięty i ciągle się wygłupiał .
-Ethan , pokarz Jessice jej pokój - powiedział Arthur do pana wesołka.
- Co?! Jaki pokój ?! Ja wracam na górę do domu - zaprotestowałam.
- Nie możesz . Za dużo wiesz . One - wskazał na pułapkę. - mogą cię tam dopaść .
- Jesteś bezpieczna tutaj - dopowiedział Connor .
- No przecież wiem , gdzie jest bezpiecznie ! - wybuchnęłam . - Przypominasz mi o tym na każdym kroku ! Nie jestem dzieckiem ! Mam 16 lat i mogę sama decydować .
- Tu będę mógł cię chronić !
- Patrz na moje usta - powiedziałam do niego. - JA CHCĘ DO DOMU !
- A co jak ci się coś stanie ? - zapytał.
- Connor w takim razie ja nigdzie nie jestem bezpieczna . Ja nawet nie mogę przebywać sama w domu - powiedziałam pokazując swoje zranione ręce . - Ja nad tym nie panuje , zrozum . Nie chce ci zrobić krzywdy .
- Co ci się stało w ręce ?
- Kiedy ciebie nie było byłam zdenerwowana i rzuciłam kubkiem o podłogę . Nagle cała szafka zaczęła się trząść , a potem szklanki wyleciały z niej jak z pracy tłukąc się o wszystko co napotkają . Nie wiem co się ze mną dzieje i jak zaprzestać . Już dużo dla mnie zrobiliście , a ja potrafię poradzić sobie sama !
- To co chcesz pokój pomarańczowy czy zielony ? - zapytał Connor .
- Jesteś egoistą wiesz ?
- Nie to ty nią jesteś - miał rację . Jestem i to straszną . Nie potrafiłam poradzić sobie z problemem , więc postanowiłam uciec od nich .
- Masz rację . Chcę przynajmniej poczekać do jutra . Dzisiaj jest ten bal w szkole , a ja bardzo chciałam iść .
- No dobra , ale jutro symulujemy porwanie . Musisz pożegnać się z bliskimi .
Nie , nie mogę . Za dużo wspomnień , żeby zapomnieć . Nie mogłam zadzwonić do Lil , bo co bym jej powiedziała ? Hej Lil , wiesz porywają mnie na niby , Mutanty rujnują mi życie , ale co tam u ciebie? Nie spojrze jej w oczy .
- To o której macie ten bal ? - zapytał doktorek .
- Zaczyna się o 20 - odpowiedziałam. - Tylko jest jeden problem . Nie mam partnera .
- Ja mogę z tobą pójść - zaoferował się Ethan . Coraz bardziej go lubię ! Poszłam w stronę "mojego" pokoju i doznałam szoku . Wyglądał tak . Był po prostu niesamowity . Weszłam do łazienki i zaczęłam się przygotowywać . Po skończonej pracy miałam na sobie tą sukienkę , a włosy ułożyłam tak . Po chwili przyszedł Ethan .
- Ślicznie wyglądasz - powiedział.
- Dziękuję , ty też .
- Brakje mi w twoim stroju jednej rzeczy - oznajmił.
- Naprawde ? Jakiej ?
- Proszę to taki prezent . Wiem , że to dla ciebie trudne , ale teraz to będzie twoje życie .
Przytuliłam go . Chyba się tego nie spodziewał , ale odwzajemnił gest . Chwilę potem miałam już swój naszyjnik na szyji . Wyszliśmy z pokoju udaliśmy się do szkoły . Kiedy tam dotarliśmy było już dużo osób . Schodząc ze schodów , czułam spojrzenia wszystkich zebranych na sali . No tak to nie ta sama Jess . Cicha i ogarnięta . To już do mnie nie pasuje . Spojrzenia przykółwalam nie tylko ja , ale też mój towarzysz . Nie ma na świecie drugiego takiego Ethan'a . Silnego , wysportowanego i piekielnie przystojnego . Słyszałam szepty innych dziewczyn Co to za koleś ? , albo Jaka ładna sukienka! Nie lubiłam kiedy ludzie się na mnie patrzą , ale to było przyjemne . Zajeliśmy stolik , żebt chwilę później Ethan poszedł o coś do picia . Nagle zobaczyłam , że drzwi wejściowe się otwierają i wchodzi przez nie Connor . Lecz nie jest sam . Jest z nim ta wywłoa Stef . Ma na sobie sukienkę , która ledwo przykrywa jej tyłek . Co za ... nawet nie mam słowa . Po 5 min. Ethan wrócił z napojami . Napiliśmy się i ruszyliśmy na parkiet . Leciały same szybkie piosenki , kiedy nagle muzyka z szybiej przeszła na wolną . Położyłam ręce na karku Ethan'a , a on złapał mnie w talii . Nie powiem było miło . Jest świetnym tancerzem . Przez następnych 15 min. siedziałam i rozglądałam się po sali . Kiedy spojrzałam w lewo zobaczyłam Stef całującą się z Connor'em ?! Nie oni się nie całowali . Oni się gwałcili ustami . Przynajmniej tak to wyglądało . Wyszłam na dwór . Nogi zaprowadziły mnie pod szkolną altankę . Była oświetlona . Wyglądała cudnie ! Nie byłam zła , a mimo to łzy pociekły mi po twarzy . Connor był dla mnie ważny , jednak nie myślałam o nim jak o kandydacie na mojego chłopaka . Jednak jak zobaczyłam go razem ze Stef to coś we mnie pękło . Lubiłam kiedy mnie przytulał , nawet jak mnie pouczał . Czy można poczuć coś do osoby z porzeciwnymi poglądami do twoich ? Nie mam pojęcia . Wiem jedno Connor nie jest i obojętny .
Stałam w środku , kiedy usłyszałam glos .
- Jess ? - to był Jack . Co on tutaj robił?
- Hej , co jest ? - zapytałam.
- Gdzieś blisko jest Mutant - oznajmił. - Wysłali mnie żebym cię znalazł .
- No to na co czekamy ? Chodźmy !
Kierowaiśmy się w stronę lasu . Nie rozumiem skąd oni wiedzą , że Mutanty są w okolicy? Po chwili byliśmy na miejscu .
- I jak wygląda sytuacja ? - zapytałam zebranych .
- Nic na razie czekamy na jakiś ruch - odpowiedział mi Ethan .
Podeszłam do Connor'a .
- I ja pocałunek ? Wiesz co ? Radzę ci wygrzać wargi - powiedziałam i odeszłam . Stanęłam w oddali. Wpatrywała się w gwiazdy , kiedy poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce . Odwróciłam głowę . Był to Ethan . Wtuliłam się w niego . Teraz razem oglądaliśmy te "małe" cuda .
- O czym myślisz? - zapytałam bruneta.
- O tym , że musi być ci ciężko . Nie wiem jakbm sobie poradził .
- Byłabym przy tobie . Nie dałabym ci się załamać - odpowiedziałam.
- To ja nie dam załamać sę tobie - oznajmił uśmiechając się do mnie . Wyglądał tak cudne , że zapragnęłam go pocałować . Wiem , że to głupie , bo przcież niedawno płakałam nad Connor'em , a teraz chcę całować innego , ale tak już jest i tego nie zmienię . Ethan schylił się . Nasze usta dzieliły mimimetry , kiedy Jack zawołał .
- Jest ! Chowa się za tym dużym dębem .
Spojrzałam w tamtą stronę . Rzeczywiście za drzewem było coś , ale nie miałam pewności czy to to był Mutant . To są zawodowcy pomyślałam oni znają się lepiej . Lecz kiedy potwór odwrócił ku mnie głowę zobaczyłam dziecko . Małe Mutanciątko . Na nasze lata wyglądał na pięć - sześć lat . Nie mogłam dać go zabić . Zaczęłam biec w stronę drzew . Nie obyło się bez krzyków żebym wracała i się nie wygłupiała . Kiedy dotarłam na miejsce dziecko stało i patrzało na mnie . W buzi trzymał paluszek . Wyglądał tak słodko . Ukucnęlam i zapytałam go .
- Jak masz na imię ?
Jacob - odpowiedział głos w mojej głowie .
- Miło mi cię poznać . Jestem Jessica , ale możesz na mnie mówić Jess .
Boję się !
- Słoneczko nie bój się . Póki ja tu jestem nic ci nie zrobią .
Powiedziałam i podałam rękę malcowi . Nie wyglądał na Mutanta . Było to normalne dziecko . Choć może w połowie zmutantowane , bo nie umie mówić . Wyszliśy z ukrycia . Łowcy czekali z bronią w rękach .
- Jess daj spokój - powiedział Connor. - To zwykły Mutant , nie człowiek .
Jess boję się . Oni mają broń . Taka sama zabła mi mamusię . Spojrzałam na niego . W oczach miał łzy . To nie był zwykły Mutant .
- Opuśćcie broń , on się was boi - warknęłam. Przykucnęłam odwrócona do niego . Maluch przytulił się do mnie , a ja wzięłam go na ręce .
- Jess utrudniasz nam pracę - krzyknął Connor . Niecierpliwił się .
- Ja chcesz to go zabij , ale wiedz , że ja będę następna . Ty zabijesz go ja zabiję siebie .- powiedziałam. Wydawał się zaskczony. - No co ? Strzelaj ! Pozbył byś się problemu . Stoję ci na drodze , prawda ? Chciałeś mieć normalne życie Łowcy , a tu BUM i niespodzianka . Strzelaj śmiało przecież nie jestem ci potrzebna .
Nie wiem czemu to robiłam . Może dlatego , że to dziecko tak bardzo przyomina mnie ?
Jess , ja widziałem takie miejsce , gdzie dziadek przprwadzał ludzi , a oni tak śmesznie w tym miejscu wierzgali nogami .
- Czekaj , co ?
Ono jest tam pod lasem . Chodź to cię zaprowadzę .
- Jutro tam pójdziemy .
- Jess co jest ? - zapytał Jack.
- On wie gdzie to jest .
- Ale co gdzie jest ?
- Miejsce gdzie tata przyprowadza osoby , żeby przerobić je na Mutanty .
- Zaprowadzi nas ?
- Nie dzisiaj jest zmęczony - oznajmiłam . Szłam wąską ścieżką prowadzącą do samchodu . Nie podoba im się to , że Jackob jest z nami czuję to . Ale puki żyję nikt nie tknie tego dziecka , obiecuję.
_________________
Joł joł myszki moje kochane ! Widzicie rozdział 10 ! Napisałam go dzisiaj , ale nie jesten zadowolona . Takie flaczki z olejem jak poprzedni rozdział . No nic piszcie w komentarzach czy się wam podoba . Strzałeczka <3
Ps. Tak wygląda Ethan . A tak wygląda Jackob .
- Jess , wszystko dobrze ? - zapytał Jack ponownie . To wszystko mnie przerastało . Ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego ojciec nic nam nie powiedział ! Pamiętam dokładnie jak wyglądał w czasie wypadku . To wszystko było bardzo realistyczne , więc jak mogło się okazać inaczej ? Ciekawe czy mama wie ?
- Jess co ty zobaczyłaś ? - zapytał mnie Connor .
- J-ja widziałam swojego ojca - odpowiedziałam . Wszyscy byli zaskoczeni ! Całe życie skupiłam się na biologii* , więc odezwała się we mnie natura naukowca. - Ten Mutant nie jest "normalny" . Jego DNA jest bardzo podobne do mojego . Nie zgadza się też układ krwionośny . Nie pasuje ani do człowieka ani do zwierzęcia . Myślę , że mój ojciec tworząc go zapomniał o paru rzeczach . Mutant ma zbudowaną szczękę roślinożercy .
- Zaraz , zaraz twój tata go stworzył ? - zapytał mnie Arthur . Pokiwałam głową .
- Okłamał mnie pan - oznajmiłam , kierując głowę w stronę doktora . - Nie napadł na jubilera.
- Skąd to wiesz ?
- Nie pana interes - powiedziałam . - W jego przeszłości widziałam dużo rzeczy , ale nie zauważyłam miejsca , w którym powstają , ciekawe prawda ?
- Czyli , że one same nie wiedzą gdzie powstają ? - zapytał Jack .
- Jeżeli w ogóle powstają - zauważył ... koleś , którego nie znam .
- Ooo Ethan jesteś już . Pozwól , że przedstawię ci Jessicę . Jessico - zwrócił się do mnie. - To jest Ethan Weir , nasz najlepszy uczeń .
- Czyli oprócz oszukiwania ludzi uczycie tu jeszcze czegoś innego , wow brawo dla was .
Ethan wydawał się być miły . Chodził uśmiechnięty i ciągle się wygłupiał .
-Ethan , pokarz Jessice jej pokój - powiedział Arthur do pana wesołka.
- Co?! Jaki pokój ?! Ja wracam na górę do domu - zaprotestowałam.
- Nie możesz . Za dużo wiesz . One - wskazał na pułapkę. - mogą cię tam dopaść .
- Jesteś bezpieczna tutaj - dopowiedział Connor .
- No przecież wiem , gdzie jest bezpiecznie ! - wybuchnęłam . - Przypominasz mi o tym na każdym kroku ! Nie jestem dzieckiem ! Mam 16 lat i mogę sama decydować .
- Tu będę mógł cię chronić !
- Patrz na moje usta - powiedziałam do niego. - JA CHCĘ DO DOMU !
- A co jak ci się coś stanie ? - zapytał.
- Connor w takim razie ja nigdzie nie jestem bezpieczna . Ja nawet nie mogę przebywać sama w domu - powiedziałam pokazując swoje zranione ręce . - Ja nad tym nie panuje , zrozum . Nie chce ci zrobić krzywdy .
- Co ci się stało w ręce ?
- Kiedy ciebie nie było byłam zdenerwowana i rzuciłam kubkiem o podłogę . Nagle cała szafka zaczęła się trząść , a potem szklanki wyleciały z niej jak z pracy tłukąc się o wszystko co napotkają . Nie wiem co się ze mną dzieje i jak zaprzestać . Już dużo dla mnie zrobiliście , a ja potrafię poradzić sobie sama !
- To co chcesz pokój pomarańczowy czy zielony ? - zapytał Connor .
- Jesteś egoistą wiesz ?
- Nie to ty nią jesteś - miał rację . Jestem i to straszną . Nie potrafiłam poradzić sobie z problemem , więc postanowiłam uciec od nich .
- Masz rację . Chcę przynajmniej poczekać do jutra . Dzisiaj jest ten bal w szkole , a ja bardzo chciałam iść .
- No dobra , ale jutro symulujemy porwanie . Musisz pożegnać się z bliskimi .
Nie , nie mogę . Za dużo wspomnień , żeby zapomnieć . Nie mogłam zadzwonić do Lil , bo co bym jej powiedziała ? Hej Lil , wiesz porywają mnie na niby , Mutanty rujnują mi życie , ale co tam u ciebie? Nie spojrze jej w oczy .
- To o której macie ten bal ? - zapytał doktorek .
- Zaczyna się o 20 - odpowiedziałam. - Tylko jest jeden problem . Nie mam partnera .
- Ja mogę z tobą pójść - zaoferował się Ethan . Coraz bardziej go lubię ! Poszłam w stronę "mojego" pokoju i doznałam szoku . Wyglądał tak . Był po prostu niesamowity . Weszłam do łazienki i zaczęłam się przygotowywać . Po skończonej pracy miałam na sobie tą sukienkę , a włosy ułożyłam tak . Po chwili przyszedł Ethan .
- Ślicznie wyglądasz - powiedział.
- Dziękuję , ty też .
- Brakje mi w twoim stroju jednej rzeczy - oznajmił.
- Naprawde ? Jakiej ?
- Proszę to taki prezent . Wiem , że to dla ciebie trudne , ale teraz to będzie twoje życie .
Przytuliłam go . Chyba się tego nie spodziewał , ale odwzajemnił gest . Chwilę potem miałam już swój naszyjnik na szyji . Wyszliśmy z pokoju udaliśmy się do szkoły . Kiedy tam dotarliśmy było już dużo osób . Schodząc ze schodów , czułam spojrzenia wszystkich zebranych na sali . No tak to nie ta sama Jess . Cicha i ogarnięta . To już do mnie nie pasuje . Spojrzenia przykółwalam nie tylko ja , ale też mój towarzysz . Nie ma na świecie drugiego takiego Ethan'a . Silnego , wysportowanego i piekielnie przystojnego . Słyszałam szepty innych dziewczyn Co to za koleś ? , albo Jaka ładna sukienka! Nie lubiłam kiedy ludzie się na mnie patrzą , ale to było przyjemne . Zajeliśmy stolik , żebt chwilę później Ethan poszedł o coś do picia . Nagle zobaczyłam , że drzwi wejściowe się otwierają i wchodzi przez nie Connor . Lecz nie jest sam . Jest z nim ta wywłoa Stef . Ma na sobie sukienkę , która ledwo przykrywa jej tyłek . Co za ... nawet nie mam słowa . Po 5 min. Ethan wrócił z napojami . Napiliśmy się i ruszyliśmy na parkiet . Leciały same szybkie piosenki , kiedy nagle muzyka z szybiej przeszła na wolną . Położyłam ręce na karku Ethan'a , a on złapał mnie w talii . Nie powiem było miło . Jest świetnym tancerzem . Przez następnych 15 min. siedziałam i rozglądałam się po sali . Kiedy spojrzałam w lewo zobaczyłam Stef całującą się z Connor'em ?! Nie oni się nie całowali . Oni się gwałcili ustami . Przynajmniej tak to wyglądało . Wyszłam na dwór . Nogi zaprowadziły mnie pod szkolną altankę . Była oświetlona . Wyglądała cudnie ! Nie byłam zła , a mimo to łzy pociekły mi po twarzy . Connor był dla mnie ważny , jednak nie myślałam o nim jak o kandydacie na mojego chłopaka . Jednak jak zobaczyłam go razem ze Stef to coś we mnie pękło . Lubiłam kiedy mnie przytulał , nawet jak mnie pouczał . Czy można poczuć coś do osoby z porzeciwnymi poglądami do twoich ? Nie mam pojęcia . Wiem jedno Connor nie jest i obojętny .
Stałam w środku , kiedy usłyszałam glos .
- Jess ? - to był Jack . Co on tutaj robił?
- Hej , co jest ? - zapytałam.
- Gdzieś blisko jest Mutant - oznajmił. - Wysłali mnie żebym cię znalazł .
- No to na co czekamy ? Chodźmy !
Kierowaiśmy się w stronę lasu . Nie rozumiem skąd oni wiedzą , że Mutanty są w okolicy? Po chwili byliśmy na miejscu .
- I jak wygląda sytuacja ? - zapytałam zebranych .
- Nic na razie czekamy na jakiś ruch - odpowiedział mi Ethan .
Podeszłam do Connor'a .
- I ja pocałunek ? Wiesz co ? Radzę ci wygrzać wargi - powiedziałam i odeszłam . Stanęłam w oddali. Wpatrywała się w gwiazdy , kiedy poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce . Odwróciłam głowę . Był to Ethan . Wtuliłam się w niego . Teraz razem oglądaliśmy te "małe" cuda .
- O czym myślisz? - zapytałam bruneta.
- O tym , że musi być ci ciężko . Nie wiem jakbm sobie poradził .
- Byłabym przy tobie . Nie dałabym ci się załamać - odpowiedziałam.
- To ja nie dam załamać sę tobie - oznajmił uśmiechając się do mnie . Wyglądał tak cudne , że zapragnęłam go pocałować . Wiem , że to głupie , bo przcież niedawno płakałam nad Connor'em , a teraz chcę całować innego , ale tak już jest i tego nie zmienię . Ethan schylił się . Nasze usta dzieliły mimimetry , kiedy Jack zawołał .
- Jest ! Chowa się za tym dużym dębem .
Spojrzałam w tamtą stronę . Rzeczywiście za drzewem było coś , ale nie miałam pewności czy to to był Mutant . To są zawodowcy pomyślałam oni znają się lepiej . Lecz kiedy potwór odwrócił ku mnie głowę zobaczyłam dziecko . Małe Mutanciątko . Na nasze lata wyglądał na pięć - sześć lat . Nie mogłam dać go zabić . Zaczęłam biec w stronę drzew . Nie obyło się bez krzyków żebym wracała i się nie wygłupiała . Kiedy dotarłam na miejsce dziecko stało i patrzało na mnie . W buzi trzymał paluszek . Wyglądał tak słodko . Ukucnęlam i zapytałam go .
- Jak masz na imię ?
Jacob - odpowiedział głos w mojej głowie .
- Miło mi cię poznać . Jestem Jessica , ale możesz na mnie mówić Jess .
Boję się !
- Słoneczko nie bój się . Póki ja tu jestem nic ci nie zrobią .
Powiedziałam i podałam rękę malcowi . Nie wyglądał na Mutanta . Było to normalne dziecko . Choć może w połowie zmutantowane , bo nie umie mówić . Wyszliśy z ukrycia . Łowcy czekali z bronią w rękach .
- Jess daj spokój - powiedział Connor. - To zwykły Mutant , nie człowiek .
Jess boję się . Oni mają broń . Taka sama zabła mi mamusię . Spojrzałam na niego . W oczach miał łzy . To nie był zwykły Mutant .
- Opuśćcie broń , on się was boi - warknęłam. Przykucnęłam odwrócona do niego . Maluch przytulił się do mnie , a ja wzięłam go na ręce .
- Jess utrudniasz nam pracę - krzyknął Connor . Niecierpliwił się .
- Ja chcesz to go zabij , ale wiedz , że ja będę następna . Ty zabijesz go ja zabiję siebie .- powiedziałam. Wydawał się zaskczony. - No co ? Strzelaj ! Pozbył byś się problemu . Stoję ci na drodze , prawda ? Chciałeś mieć normalne życie Łowcy , a tu BUM i niespodzianka . Strzelaj śmiało przecież nie jestem ci potrzebna .
Nie wiem czemu to robiłam . Może dlatego , że to dziecko tak bardzo przyomina mnie ?
Jess , ja widziałem takie miejsce , gdzie dziadek przprwadzał ludzi , a oni tak śmesznie w tym miejscu wierzgali nogami .
- Czekaj , co ?
Ono jest tam pod lasem . Chodź to cię zaprowadzę .
- Jutro tam pójdziemy .
- Jess co jest ? - zapytał Jack.
- On wie gdzie to jest .
- Ale co gdzie jest ?
- Miejsce gdzie tata przyprowadza osoby , żeby przerobić je na Mutanty .
- Zaprowadzi nas ?
- Nie dzisiaj jest zmęczony - oznajmiłam . Szłam wąską ścieżką prowadzącą do samchodu . Nie podoba im się to , że Jackob jest z nami czuję to . Ale puki żyję nikt nie tknie tego dziecka , obiecuję.
_________________
Joł joł myszki moje kochane ! Widzicie rozdział 10 ! Napisałam go dzisiaj , ale nie jesten zadowolona . Takie flaczki z olejem jak poprzedni rozdział . No nic piszcie w komentarzach czy się wam podoba . Strzałeczka <3
Ps. Tak wygląda Ethan . A tak wygląda Jackob .
Subskrybuj:
Posty (Atom)
